Astrologia nie zawiodła
...czyli co może zdarzyć się dalej pod koniunkcją Saturna i Neptuna? Obecna koniunkcja Saturna i Neptuna rzuca światło na podobne ciągi wydarzeń z przeszłości, które w tym odcinku omawiam.
Astrologia nie zawiodła. Obecna koniunkcja Saturna i Neptuna okazuje się podobnie pełna wydarzeń i przemian, jak ta poprzednia w roku 1989.
Ale jest różnica. W 1989 r. miała miejsce fala wolności i wyzwoleń, przede wszystkim u nas, tj. w Europie środkowej i wschodniej, pamiętamy wybory 4 czerwca w Polsce, zburzenie muru berlińskiego 9 listopada i ponury koniec rządów Ceauşescu. Wkrótce rozwiązany został (tzw.) Związek Radziecki. Gdyby rok 2025 był dalszym ciągiem, pogłębieniem i dokończeniem tego, co było zaczęte w 1989 (i zaraz potem), to spodziewalibyśmy się teraz rozwiązania (tzw.) Federacji Rosyjskiej lub zastąpienia jej przez faktyczną federację w liberalnym duchu. Jest jednak inaczej, a różnice obu „lat owych” odpowiadają odmienności obu układów planet.
W r. 1989 trzecią planetą w koniunkcji był Uran. Teraz, 2025-26, trzecim składnikiem jest Zero Barana, o czym dalej. Uran ze wszystkich planetarnych archetypów kojarzy się z wolnością, wyzwoleniem, wyjściem na swobodę; z otwartą przestrzenią, w tym też przestrzenią możliwości i możliwych wyborów. Uran przynosi poszerzenie tej przestrzeni. Aby uchwycić sens trójkoniunkcji Saturn plus Neptun, plus Uran, przepatrzmy wszystkie (trzy) boki tego trójkąta. Saturn i Uran oznaczają pęknięcie (nagłe, więc uraniczne) saturnowych tam, barier i murów. Oznaczają efekt spustu, kiedy ktoś przekręca klucz, przestawia wajchę – i wszystko leci nowym kanałem. Dzieją się zerwania tam i spuszczenia ze smyczy.
Saturn i Neptun to neptunowe rozpuszczanie i rozpraszanie tego, co saturnowo sztywne, trwałe i ustalone. Dobrze to oddaje słowo odwilż – tak przecież nazwano to, co zaczęło się dziać w ZSRR od 1953 r. kiedy umarł był (podczas koniunkcji Saturna i Neptuna) Stalin. Z drugiej strony, przy Saturnie i Neptunie w początkowym neptunowym chaosie i roztworze zawiązują się zaczątki przyszłych twardych (saturnowych) struktur. Owo „Solve et Coagula”, jak głosiła karta XV-Diabeł wg Oswalda Wirtha, rozpraszaj-uwalniaj i ścinaj-utwardzaj, w fizyce nazywa się przemianą fazową i faktycznie odpowiada przemianom społeczeństw i państw podczas rewolucji. Tu koniecznie przypomnę, że trzy poprzednie koniunkcje S-N były w latach 1917, 1953 i 1989. Regularnie co 36 lat. Obecna jest czwarta z wyliczonej serii.
Trzeci bok trójkąta to koniunkcja Urana i Neptuna. Cykl wzajemnych ustawień obu planet jest długi, 171 lat. W r. 1989 były odległe jeszcze o kilka stopni, a ściślej zeszły się w latach 1991 (kiedy powstała niezależna Ukraina i rozwiązano ZSRR), 1993 (gdy powstała Unia Europejska), 1994 (gdy zaczęła wchodzić smartfony). Koniunkcja Urana i Neptuna afirmuje wolność, a także promuje neptunową łączność umysłów, której sprzyjają uraniczne wynalazki. Gdy od daty 1991 odliczymy 171 lat, trafiamy na rok 1820, kiedy odbył się podobny festiwal wolności – wtedy w Ameryce Łacińskiej, której wyzwolenie zapoczątkował Bolivar, w Grecji i w Rumunii; a techniką sprzyjająca konektywności stała się kolej Stevensona.
Teraz, 2025 i 26, mamy podobne, ale inne spotkanie w trójkącie. Saturn schodzi się z Neptunem, działa więc tamto rozpuszczanie-i-ścinanie, zachodzą przemiany fazowe w społeczeństwach i polityce. Trzecim składnikiem jest kardynalny Punkt Barana, w skrócie Zero Barana, punkt utożsamiany z żywiołem Ognia i z kompleksem planety Marsa. Więc ogień, pośpiech, działanie, parcie naprzód, wyścig, przemoc; decyzje w stylu „z pieca na łeb” i brak szacunku dla rozsądku. Z połączenia cech Marsa i Saturna powstaje kompleks Arymana, czyli poruszanie wielkimi energiami, afirmacja techniki jako środka do każdego celu, jako zabawy w ciężki przemysł, w „stal się leje moc truchleje” i budowanie technologicznych pustyń w miejsce życia. Z połączenia Marsa i Neptuna biorą się napoleońskie fantazje, projektowanie urojonych (neptunowo) imperiów i (marsowych) strategii prowadzących do nich.
To wszystko obserwujemy teraz. Nie uranowy prąd ku wolności.
Uran wprawdzie podłącza się do bieżących układów planet, ale na dalszej pozycji w rankingu.
Gdyby przemiany roku 2025 (i 26) prosto kontynuowały te z lat 1989-94, rewolucją tknięta byłaby Rosja. Głównie i najpierw ten kraj, jako że koniunkcje Saturna i Neptuna z lat 1917, 1953 i 1989 rozgrywały się głównie tam. Z tej serii można wnioskować, że Rosja jest szczególnie uwrażliwiona na wpływ tamtych dwóch planet i szczególnie wyraźnie doświadcza ich koniunkcji. Że jest (jakby) anteną nastawioną na cykl S-N i jego przełomowe momenty, którymi są ich koniunkcje. Wojna i napaść na Ukrainę potwierdzały tę diagnozę. Przedłużające się i przegrywane wojny walnie przyczyniły się i do upadku Mikołaja II wraz z Kiereńskim w r. 1917 (I wojna światowa); i do upadku Gorbaczowa w 1989-91 (wojna afgańska). W roku 2022 wszystko wskazywało, że Putin zabrał się do kopania grobu Rosji lub raczej jej kolejnej edycji, którą rządził i wykreował.
Jednak podczas właściwej koniunkcji S-N, a w istocie koniunkcji S-N-B czyli Saturna i Neptuna w punkcie zero Barana, na czoło aktywności wyszło inne czołowe państwo, USA. Rewolucja tknęła Amerykę za sprawą Donalda Trumpa jako poruszyciela.
Ma to astrologiczne uzasadnienie. Stany Zjednoczone Ameryki ukonstytuowały się w r. 1776 gdy Neptun był w końcu Panny i zbliżał się do punktu kardynalnego 0° Wagi. Po połowie cyklu Neptuna, kiedy planeta ta była równo w Zero Barana (jak teraz!) zaczęła się wojna secesyjna (od starcia u Fortu Sumter). Wojna secesyjna była bez wątpienia największym kryzysem i załamaniem w życiu Stanów Zjednoczonych. Co działo się po upływie następnej połówki cyklu Neptuna? Gdy ta planeta była w Zero Wagi? Japończycy wykonali atak na Pearl Harbor wciągając USA w II wojnę światową. Teraz minęła kolejna połówka tego cyklu.
Wnioskujemy, że jak Rosja jest zależna od cyklu spotkań Saturna z Neptunem, tak, podobnie, historia USA wpasowana jest w cykl przejść Neptuna przez punkty kardynalne.
Tzw. już zdrada Trumpa czyli zerwanie USA z rolą przywódcy Zachodu – wolnych liberalnych państw zachodniej cywilizacji, i zamiast tego próba posadowienia się jako „tego głównego” w trójcy tyranii, wraz z Chinami i Rosją – w jakimś sensie przypomina secesję z lat 1861-65. Wtedy konfederacja stanów południowych postanowiła w piętkę pogonić, tj. pójść dalej drogą tradycyjnego i wygodnego, ale jawnie przestarzałego i odchodzącego w historyczny niebyt arystokratycznego agraryzmu. Północ sprzeciwiła się temu, ryzykując najkrwawszą wojnę na kontynencie. Wybór okazał się historyczną wygraną: zjednoczone pod Północą Stany w następnych latach stały się przemysłowym tygrysem świata, puchnącym od fabryk i zaludniających je imigrantów. Zaczął się drugi obrót ich historii. Po kolejnej wielkiej wygranej wojnie, tej od Pearl Harbor, USA stały się lokomotywą epoki Wielkiej Nowoczesności. Która powoli końca dobiega w tych i nadchodzących latach – ale to dłuższy i osobny temat.
Możemy aktorów secesji 1861-65 przenieść do teraz. Rolę ówczesnych Stanów gra dzisiaj cała cywilizacja Zachodu. W niej secesjonistami są Republikanie pod Trumpem. Ich zerwanie z opieką, strażą i organizowaniem krajów Zachodu odpowiada tchórzliwemu i egoistycznemu odskokowi Południa od amerykańskiej wspólnoty. Różnica taka, że reszta Zachodu nie pójdzie ich zbrojnie pobiedzać. Więc raczej dla prognoz trzeba wyobrazić sobie świat i Amerykę w takim „co-by-było-gdyby”, w którym Południe wygrało bez większych bólów, a w następnych dekadach i stuleciach Stany lub, to, w co się obróciły, kręciłyby się w kółko nierozwiązywalnych problemów jak dziś Argentyna, Meksyk lub Rosja. Zatrucie kolonializmem i neo-feudalizmem źle się leczy, co sami my, Polacy, widzimy po sobie. Krótko sumując, dla Stanów prognoza nie jest pomyślna.
Pozostaje (do przemyślenia) jeszcze jedna analogia. Rok 1917, koniunkcja Saturna i Neptuna, przyniósł nie tylko dwie (może trzy?) rewolucje w Rosji i jej zbrojne przechwycenie przez bolszewików pod Leninem. Rewolucja rosyjska była pierwszą z serii niespodziewanych przemian. Gdyby tamta wojna szła chronicznie, czyli tak jak wynikało z danych i wyliczeń, i „równym biegiem”, to pewnie zakończyłaby się jakimś zgniłym rozejmem, a potem mozolnie wygadanym pokojem, w którym Europa wróciłaby do granic przedwojennych, może ledwie z Alzacją odstąpioną Francji. Ale w roku 1917 wojna zaczęła iść w trybie kariotycznym – od grec. karios, przełomowy moment, jak chroniczny od chronos, gr. miarowy postęp – lub, mówiąc współcześniej, jęły emergować czarne łabędzie Taleba. Pierwszym takim czarnym łabędziem była seria rewolucji w Rosji. Następnym, coś nieprawdopodobnego: pokój w Brześciu, w którym Lenin (w końcu agent niemiecki) wpuścił Niemców oddając im ziemie aż do Donu w tym całą Ukrainę. Padł też, poddając się Centralnym, jeden z Aliantów: Rumunia. Ale i Alianci, czyli sojusz Oceanu zyskał wsparcie i przewagą nad Centralnymi, sojuszem Kontynentu: oto USA dołączyły do nich, chociaż bardziej jako wsparcie moralne i materiałowe niż realnie krwawe. Wojna w roku 1918 stała się czymś z gruntu innym, była toczona przez inne układy sił niż w pierwszych trzech latach. Z polskiego punktu przedstawiało się to tak, że wszystkie trzy dławiące nas imperia razem padły: Niemcy przegrywając front zachodni mimo leninowskich posiłków, Rosja zżerana wewnętrznym pożarem i staczająca się w barbarzyństwo i anarchię, Austria w niemocy rozpadająca się na nacje.
Analogią byłaby wspólna przegrana USA... Trump już w piętkę goni, czyli steruje pod prąd cywilizacyjnych przemian. Tym bardziej w piętkę goni jego moskiewski przyjaciel, nie tylko wojną, ale całym swoim dorobkiem, tj. kreowaniem antycywilizacji lub kontr-kultury – u siebie w Rosji i tam, gdzie promuje swoje zamiejscowe filie. Więc solidarna przegrana USA, Rosji i Chin. Układy planet nie zaprzeczają takiemu wyjściu.

Wojciech Jóźwiak
2025-12-14