prowadzi Wojciech Jóźwiak • od 2004
 

2025-08-24. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Blog poniedziałkowy

Metoda manifestów | Czytaj w dziale Pracownia
☚ Ezoteryka na tle cykli astro-historii | Wypadki 10 września 2025 ☛

Metoda manifestów

O metodzie badawczej, która powinna stać się numerem jeden w doświadczalnej astrologii.

Od jednej z uczestniczek AstroAkademii dostałem takie oto pytanie:

Interesujące jest rozważenie, czy planety pokoleniowe robią coś całemu pokoleniu? Ciężko to badać, choć temat ciekawy. Np. wszyscy z mojego rocznika i okolic mają Plutona w Skorpionie, ale czy ci, którzy go mają w retrogradacji jakoś wyróżniają się od reszty? I co tu zaważa, zwłaszcza, że inne dalekie planety też mogły być w retrogradacji? Dużo czynników do wzięcia pod uwagę, nie wiem, czy to jest badalne. (W moim natalu wszystkie retrogradalne planety są w retrogradacji poza Wenus i Jowiszem :))

Odpowiedziałem:

Można by to spróbować badać lub rozróżnić metodą manifestów. Metody tej użyłem właściwie jeden raz dotąd, w roku 1998. W tym konkretnym przypadku z Plutonem wprost i retro mogłoby to wyglądać tak, że zbieramy dwie grupy plutoników (osób mających wyróżnionego lub dominującego Plutona), po około 10 osób każda grupa, pierwsza grupa z Plutonem idącym wprost, druga grupa z Plutonem cofającym się. Następnie każda z tych grup w ramach psychozabawy dostaje zadanie napisać swój manifest. Mówimy im: wyobraźcie sobie i poczujcie, że jesteście pewną grupą twórczą, grupą artystów, pisarzy, działaczy społecznych, zalążkiem partii politycznej lub jakiegoś wspólnego biznesu i jako taka grupa piszecie swój manifest. Uczestnicy piszą, w trakcie tego dyskutując i ucierając się. Mają gotowy swój manifest. Jeśli jest sprzyjający kontekst: wygłaszają go. Następnie astrolog lub lepiej zespół astrologów (chętnie wsparty profesjonalnym psychologiem) analizuje zarówno ten tekst, jak i zachowania grupy podczas jego tworzenia, i opinie uczestników po stworzeniu manifestu.

Eksperyment warto byłoby kilka razy powtórzyć w różnych składach, żeby wyeliminować czynniki przypadkowe.

Metodę manifestów do tej pory tylko raz, wtedy we wrześniu 1998, zastosowałem w sposób „dobry”, kiedy uczestnicy nie mieli właściwie żadnych pre-informacji o tym, do czego ich praca służy. Wiedzieli, że ma związek z astrologią, i to wszystko. Później dwa razy wykonywałem podobne grupowe testy na warsztatach astrologii i praca była mniej czysta, ponieważ uczestnicy (z ówczesnych kursów astrologii) mogli się domyślić, co jest badane lub pod jakim kątem zostali dobrani do swojej grupy.

Metoda manifestów na podstawie tamtych wyrywkowych doświadczeń wydaje mi się silna jako źródło informacji.

Ale jest trudna (i to bardzo!) do wykonania. Po pierwsze, uczestnicy nie powinni znać się wcześniej. Po drugie, nie powinni znać astrologii w sensie takim, że nie powinni nawet częściowo umieć czytać swoje natale (urodzeniowe kosmogramy). Wręcz powinien być robiony im wstępny egzamin ze znajomości astrologii i ci znający cokolwiek powinni być wykluczani. Po trzecie, eksperyment powinien odbywać się na odosobnieniu, np. w pensjonacie daleko od miasta i bez telefonów. Konieczne byłyby pieniądze na hotelowanie uczestników.

W astrologii jest mnóstwo do zrobienia. Właściwie, to powinna zostać napisana od nowa. Metoda manifestów byłaby do tego przydatna.

Dalej wklejam podobny tekst o tym samym napisany 8 maja 2009.

Horoskopowy duch grupy

Jak wszystkie nauki, astrologia wciąż się rozwija. Odkrywane są nowe ciała niebieskie – kiedyś odkryto Urana, Neptuna i Plutona, a w ostatnich latach odkrywane są planety transneptunowe. Także pojawiają się nowe pomysły na to, jak czytać kosmogramy – i propozycje nowych technik, jak np. licząca ledwie parędziesiąt lat technika relokacji horoskopów. Żeby sprawdzić, co znaczą nowoodkryte obiekty na niebie, i jak rozumieć nowe techniki, sama tradycja nie wystarczy. Przecież starożytni twórcy astrologii nie wszystko wiedzieli... Nie wystarczy szukać w starych tekstach – trzeba dowiedzieć się samemu. Tylko jak to zrobić?

Wpadłem kiedyś na pomysł metody, która może astrologom przydać się w ich poszukiwaniach. Metodę tę można nazwać „wyłanianiem ducha grupy”. Wyobraź sobie, że zebrało się kilkanaście osób, mających różne charaktery i horoskopy, ale zarazem mających coś w wspólnego w horoskopach. Na przykład ta sama planeta u każdego z nich jest wyróżniona przez to, że wschodzi lub góruje. Albo Słońce jest w tym samym znaku zodiaku. Kiedyś widziałem zdjęcie grupy Skorpionów, kilkadziesiąt osób obu płci w różnym wieku, siedzących razem na sali. Rzucały się w oczy ich świdrujące spojrzenia, głęboko osadzone oczy i nastroszone brwi. Kiedyś na pewnych warsztatach pracowałem z samymi jowiszowcami, czyli osobami z dominującym Jowiszem, którzy byli rozentuzjazmowani i rozgadani – i z saturnowcami, czyli mającymi dominującego Saturna w horoskopach – i ci wciąż nad czymś się głęboko zastanawiali, zapadali w sobie. Te różnice od razu dają się wyczuć.

Więc metoda ta polega na tym, że zbiera się grupę, najlepiej od 10 do 16 osób, gdzie wszyscy uczestnicy mają jeden wyraźny czynnik wspólny w swoich horoskopach. Ta sama planeta u nich wschodzi lub góruje, albo Słońce jest w tym samym znaku. Albo – i to jest najciekawsze – wspólny jest u nich czynnik, którego znaczenia jeszcze nie znamy i dopiero chcemy poznać. Co dalej? Uczestnicy dostają zadanie, że mają odbyć w swoim gronie szczerą rozmowę i w niej dowiedzieć się i określić, kim są. W tym celu każe im się odegrać psychozabawę, że oto zakładają polityczną partię, religijną sektę, grupę twórczą albo firmę i mają napisać manifest, w którym oznajmią światu, kim są i czego chcą dokonać. Po czym siadają i piszą, i mogą kłócić się o to, co by chcieli powiedzieć.

W takiej burzy mózgów wyłania się duch grupy. Ten duch grupy jest wyrazem tego, co zebrani ludzie mają ze sobą wspólnego. A także tego, co mają wspólne w horoskopach. Jeśli, powiedzmy, ważne miejsce w ich horoskopach u wszystkich zajmuje nowoodkryta planetka Eris, to właśnie Eris zacznie przemawiać ich głosem podczas takiej sesji. Jeśli mają Słońce w koniunkcji z najdalszym punktem orbity Księżyca, to właściwości tego punktu wypłyną poprzez ich umysły. (Cześć astrologów przypuszcza, że w tamtym punkcie mieszka Lilith, główne źródło zła w horoskopach.)

Jestem przekonany, że metoda ducha grupy, gdyby ją szerzej zastosować, przyniosłaby masę nowych informacji w astrologii. Oczywiście, żeby tym zająć się poważnie, potrzebne byłyby fundusze. Trzeba by uczestników zakwaterować i wyżywić, bo wątpię czy wielu chętnych zechciałoby opłacić z własnej kieszeni udział w takich badaniach. Ważne, by badani sami nie znali się na astrologii i nie mieli podejrzeń, że oto mają zachowywać się tak a tak. Niczego nie mogą celowo udawać.

Dotąd przeprowadziłem kilka prób z tą techniką. Pierwszy raz na pewnych warsztatach ponad dziesięć lat temu. Dużą grupę ludzi podzieliłem na mniejsze grupy: solaryków, czyli tych z dominującym Słońcem, następnie księżycowców z silnym Księżycem, uraników z przeważającym Uranem, a czwarta grupa miała jako dominująca planetę Jowisza, albo Neptuna, albo Jowisza i Neptuna jednocześnie. Tak się złożyło, że osoby z tamtych warsztatach dawało się do tych czterech grup przydzielić.

Grupy dostały cały dzień na przygotowanie prezentacji, w których miały pokazać, kim są. Wieczorem miałem doprawdy niezwykłe przedstawienie: oto grupa „słonecznych” wygłosiła solenne przemówienie, w których podkreślała wartości, którym służy: dawanie innym oparcia, solidność, wierność, dotrzymywanie słowa, ład i porządek. Mówili to z pewnością siebie a nawet z odcieniem pychy: dokładnie tak, jak astrologia przypisuje cechy Słońcu. Księżycowcy nie mówili, tylko zainscenizowali rytuał ku czci Matki Ziemi, jakby byli jakimś pradawnym plemieniem. Uranicy czynili wiele zamieszania, wzięli się do rządzenia i ustawiali pozostałych w jakieś szyki marszowe – zupełnie jak w życiu! Natomiast jowiszowcy-neptunicy wyłonili spośród siebie jednego szefa (bo jowiszowcy uwielbiają szefować!), pozostali rozsiedli się wygodnie a nawet położyli się (bo kto ma dominującą parę planet Jowisz-Neptun, ten nie lubi się przemęczać!), zaś ich szef wygłosił długie przemówienie (Jowisz kocha przemawiać!) w którym nie było ani jednego sensownego zdania. Wielka sztuka! Ale przecież właśnie Neptun skłania do mówienia niejasnego, jakimiś tajnymi szyframi.

I chociaż później jeszcze kilka razy stosowałem metodę wyłaniania ducha grupy, tamten pierwszy raz najbardziej zapadł mi w pamięć. Mam nadzieję, że jeszcze będą okazje, aby badać w ten sposób astrologię.

Wojciech Jóźwiak
2025-08-24

☚ Ezoteryka na tle cykli astro-historii | Wypadki 10 września 2025 ☛

Komentowanie wymaga zalogowania i/lub ważnego abonamentu.
Pisz komentarz  tytuł:
(-?-)
Twój adres email: Twój podpis:
Na podany adres przyślemy kod potwierdzający.
Czy chcesz dostawać powiadomienia o nowych odcinkach bloga poniedziałkowego?
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.