Jedenasta harmonika na tle harmonik 13 i 17
Transkrypt webinarium 25 lutego 2026. (Uwaga: jeszcze nie całość wykładu.)
Mówimy o harmonice nr 11, ale temat wyszedł mi obszerniejszy, mianowicie nie tylko ta harmonika, ale także następne numerowane liczbami pierwszymi, dlatego że, jak się wydaje, one tworzą pewien kompleks, pewną strukturę, którą warto uchwycić jednym wewnętrznym okiem i o tym będę mówił. Cały czas bazuję na książkach Hamblina, Hamblin jest inspiracją, ale jak obserwowaliście na forum, to mam też własne przemyślenie i was zachęcam też do własnych przemyśleń.
Koncepcja Hamblina jest taka, że harmoniki nr 11, 13 i 17... Dlaczego nie 15? Dlatego, że 15 nie jest liczbą pierwszą. 15 to jest 3 razy 5. A jego idea jest taka – nie tylko jego, to zaczęło się jeszcze od bardzo dawna, na pewno ta idea występowała też u Addeya – że harmoniki „pierwsze”, oparte na liczbach pierwszych, czyli numerowane liczbami pierwszymi, mają znaczenie podstawowe i wprowadzają osobne jakości.
Jest pewne podobieństwo, że planety wprowadzają pewne osobne, własne, nowe jakości, natomiast układy planet, na przykład ich binastrie, już aż tak oryginalne nie są. Nie są oryginalne, nie są czymś podstawowym. Więc podobnie astrologowie harmoniczni wyobrażają sobie, że wśród wielości harmonik te pierwsze, numerowane liczbami pierwszymi lub „prymarnymi” mają podstawowy sens. Prymarne liczby niosą też prymarne znaczenia. To wydawałoby się jasne. (Dodam, że po angielsku i w ogóle w językach innych niż polski, jest na te liczby osobna ładna nazwa, prime numbers, czyli prymarne liczby, prawda? Dziwne, że takie określenie nie przyjęło się w naszym języku.)
Dalej David Hamblin twierdzi i rozważa taką koncepcję, że powyższe trzy liczby pierwsze, 11, 13 i 17 reprezentują trzy kolejne rodzaje indywidualizmu. Na pierwszy rzut oka osoby, które mają dominantę którejś kolejnej harmoniki, wyglądają po prostu na indywidualistów. Wyglądają na tych, którzy mają swoje poglądy, żyją na swój sposób i w jakiś sposób odstają od średniej, od szarej normy, od przyjętych obyczajów, przyjętych ograniczeń i tak dalej. Oraz trudno jest im się zmieścić w ograniczeniach przyjętych w danym plemieniu czy środowisku zawodowym, czy innym. No i właśnie tacy oni są: odmieńcy, odstający. W następnym podejściu Hamblin zauważa, że to są jednak różne jakości. Każda z dominant harmonicznych przejawia się w ludzkiej psychice jako inny gatunek indywidualizmu.

Wszyscy są indywidualistami, ale to jest inny indywidualizm. Indywidualizm numer 11 – indywidualizm, który przejawia się u osób, które mają dominantę jedenastej harmoniki – polega na uporczywym trzymaniu się własnej ścieżki.
Ja w pierwszych podejściach do tego tematu jąłem używać frazy „krnąbrny”, że jest to krnąbrny indywidualizm. Jednak słowo krnąbrny (które jest spokrewnione ze słowem chrobry) ma sens stawiania oporu, stawania okoniem, że jak ty w lewo, to ja w prawo i tak dalej, idziemy na noże. Tak jak mówi się „krnąbrny bachor” o dziecku, które nie daje się wychować. Więc tutaj nie chodzi o taką krnąbrność, bo z tego co pisze Hamblin i co widać u ludzi, którzy mają „wysokie jedenaście” (zaraz obejrzymy ich listę), to chodzi raczej o uporczywość, nie jakiś krnąbrny upór, krnąbrną złośliwość. Krnąbrność to złośliwość.
Też mi przyszła taka fraza, że jest to dynamiczny konserwatyzm. Nie konserwatyzm Saturnowy, który polega po prostu na trwaniu w zastoju, na zasłanianiu sobie oczu, uszu przed jakimiś nowościami, wierzeniu tylko temu, co pan ojciec, pani matka przekazali, i pan ksiądz. Więc nie jest to Saturnowy zastój, konserwatywny Saturnowy zastój, tylko to jest dynamiczny konserwatyzm polegający na tym, że trzymam się własnej ścieżki, mam swój sposób na życie, mam swój sposób na działanie, być może on się innym nie podoba, być może on jest za bardzo osobny, ale mam też właściwość taką, że kiedy warunki się zmieniają, to ja umiem swoją istotę, swój sposób poruszania się w świecie i w czasie dostosować do tych warunków.
I tutaj mam taki obraz: mam obraz wirnika, a właściwie bąka, czyli bryły, która się obraca wokół swojej osi. Z pewnością każdy-każda z was eksperymentowali, przynajmniej w dawnych czasach dziecięcych i szkolnych, z takimi przedmiotami. Wiemy więc, że bąki się bardzo bronią przed zmianą osi. Jeśli ktoś ma rower, to może wyjąć z niego koło, chwycić dwurącz za oś z jednej strony i z drugiej, i próbować przekręcić. To jest bardzo ciekawa zabawa. Nawet tak proste urządzenie, jak wirująca bryła, kiedy jest poddawana zaburzeniom z zewnątrz, walczy, żeby zachować coś, co jest tego urządzenia istotą, mianowicie własny moment pędu – i tego momentu pędu, który jest wektorem, jest skierowany wzdłuż osi obrotu, nie daje obrócić, a jak ktoś bardzo walczy z tym bąkiem, to bąk wynajduje swoje sposoby i zaczyna realizować jakieś alternatywne ruchy, prawda, bardzo jest to ciekawe.
Też meandrująca rzeka, która dynamicznie dopasowuje się do warunków. Raz ma mniej wody, raz więcej, raz musi wlec więcej rumowiska (tak się fachowo nazywa to, co rzeki wloką), raz szybciej, raz wolniej jest zarastana przez roślinność – i ona dopasowuje się do tych warunków meandrując i w zasadzie stale jest taka sama, chociaż w różnych latach mapy pokazują, że te meandry są inne, że rzeka w innych miejscach skręca i tak dalej.
Więc to jest to uporczywe, dynamiczne trzymanie się własnej ścieżki. Tutaj jeszcze pisałem, że z tym się kojarzy „yijingowa wytrwałość”. Dlaczego „yijingowa”? Dlatego, że w Księdze Przemian, szczególnie w tym jej wariancie, który opracowany został przez Richarda Wilhelma i tłumaczony przez niego z przekazów chińskich, powtarza się fraza: „sprzyjająca jest wytrwałość”. Po niemiecku förndernd ist Beharrlichkeit. Kluczowym słowem jest właśnie to Beharrlichkeit, czyli właśnie wytrwałość. Nakazana, zalecana jest wytrwałość. A to znaczy, że trzeba znaleźć, dynamicznie znaleźć sposób na bycie sobą, chociaż warunki się zmieniają.
Tutaj dodałem, że też charakterystyczne jest zakorzenienie w „ja”, we własnej odrębności. Że to ja i własna odrębność jest takim fundamentem, na którym można stanąć. Że jest taką kolumną, której można się chwycić, czy pniem drzewa, w razie jakiegoś trzęsienia ziemi. To jest może nie tyle zakorzenienie, co ugruntowanie we własnym ja.
Jeżeli to zjawisko pociągnąć ku skrajności, to przychodzi na myśl autyzm.
Do tej pory przy 11H były same pozytywy. „Uporczywe”, „trzymanie się”, „własnej”... Nie ma tu zgrzytów. Nie czuje się niczego negatywnego. Aczkolwiek ci, którzy chcą, żeby wszyscy byli uspołecznieni, jak te gęsi albo kaczki, to będą mieli za złe tym indywidualistom. To była jedenastka.
Trzynasta harmonika jest bardziej dramatyczna, może bardziej, użyjmy słowa, histeryczna. Więcej jest w niej aktywnego niepokoju. Więc trzynasta harmonika to jest... – i to, co ja tutaj powiem, co mówię, co widzę, jest bardziej przerysowane, bardziej dramatyczne, można wręcz powiedzieć, niż to, co pisze Hamblin. Ja trochę podkoloryzowałem jego tezy. Pewnie dlatego, że ten czynnik, tę trzynastą harmoniczność sam czuję w sobie. I teraz w ostatnich tygodniach studia nad tą harmoniką w pewnym stopniu wytrąciły mnie z równowagi. Kazały inaczej widzieć siebie. – Jak mówię, u osób zdominowanych przez trzynastą harmoniczną dzieje się to pod hasłem obcy świat.
Świat jest obcy. A jak obcy, to zaczyna być wrogi. Ja w nim jestem obcy, znaczy: ja obcy jestem obcy w obcym świecie.
Powstaje pytanie, kim ja jestem. A raczej pytanie „kim ja jestem” nakierowuje mnie na problem, że oto świat jest obcy, a ja jestem obcy w nim. I wywołuje to proces szukania siebie. To szukanie siebie to jest ten punkt, który podkreśla Hamblin. Natomiast ja bym podkreślił to poczucie obcości świata, cały ten kompleks obcości świata. No i tu widzimy już punkt: „dysharmonia ja i świata” – że nie jest tak, że jestem jakoś harmonijnie w tym świecie założony.
Niedopasowanie, które przeżywam, pociąga zjawisko szukania swojego miejsca, krainy czy plemienia. Szukam swojego miejsca, usiłuję się jakoś zagnieździć, usiłuję się podłączyć do pewnych ludzi, do pewnych poglądów. Jak napisałem: krainy, plemienia itd. Ale gdzieś zawsze, mówi trzynasta harmonika, zawsze czuję się nie całkiem u siebie. I Hamblin podpowiada rozwiązanie (t. znaczy ta idea występuje też u Hamblina): że ktoś, kto tak odbiera świat, wychodzi w masce. Występuje zjawisko wychodzenia w masce. Człowiek, znaczy ta trzynasta harmonika, żeby przez moment pobyć sobą, obmyśla sobie maskę, wynajduje sobie maskę, tę maskę zakłada, pod tą maską działa – i bardzo się męczy, ponieważ i wykreowanie, i stworzenie, i wymyślenie, i nałożenie, i trzymanie tej maski jest diabelnie męczące.
No więc ci, którzy czują, że chodzą w masce, i ta maska ich męczy, ale nie widzą innych sposobów, właśnie powinni zbadać siebie. A jeśli widzisz wśród znajomych kogoś takiego, to należy zbadać jego-jej kosmogram, czy nie ma tam wysokiej trzynastki.
Jeszcze od razu powiem, wysokie harmoniki, wysokie, których jest sens w ogóle badać, zaczynają się od magnitudy mniej więcej 3. No i jeszcze dwa z ułamkiem, bo magnituda 2+ znaczy, że co najmniej dwie planety są zaangażowane w dany układ, w tym przypadku w daną harmonikę. Magnituda to jest mniej więcej liczba planet, „planet przeliczeniowych”, średnich planet zaangażowanych . Wartość magnitudy 5 czy 6 to jest kosmos, to jest już jakieś chodzenie po szczytach, czyli bycie samą ta harmoniką... Sytuacja kiedy człowiek jest nią całkiem przerośnięty, jak krab sakuliną. To taka metafora, którą wymyśliłem w drugim wątku, gdzie pisałem o aktualnościach politycznych. Więc człowiek jest cały przerośnięty tą harmoniką.
Poziom łatwiejszy do znalezienia wśród znajomych jest na poziomie 3. No jeszcze jak mówię, 2 z hakiem, 2.5, ale niższymi magnitudami nie warto się przejmować, po prostu one się rozmywają w innych wpływach. Na pewno masz wtedy wyższą inną harmonikę. W ogóle sobie też warto sprawdzić na tym wykresie harmonik indywidualnych, warto sobie sprawdzić którym jesteś typem harmonicznym, czyli jaka dystrybucja harmonik występuje u ciebie. Bo są osoby, które mają jedną wybitną harmonikę, jeden pik, jeden szczyt i ta jedna harmonika przykrywa, gasi, zdominowuje wszystkie pozostałe. Więc są tacy z jedną harmoniką.
Są osoby z dwiema harmonikami i ja mam dwie silne, właśnie tak samo silne, 11 i 13. Też warto zauważyć, czy silniejsze są u ciebie harmoniki prymarne, pochodzące od liczby pierwszych. Czy raczej są to powtórki harmonik, powtórki przez mnożenie, prawda? Ale o tym może dalej powiem więcej.
To, co mówię, sprowadza się do tego, że rzut oka na tę dystrybucję harmonik, na wykres pokazujący, która harmonika ile waży, jak dużą ma magnitudę, pomaga rozstrzygnąć, czy dana harmonika jest dla ciebie ważna. Jeśli ona ma niską wartość, jest jedną z wielu, to nie warto ją przejmować. Ale też warto wiedzieć, że cechy, które powoduje pewna harmonika, równie dobrze mogą być powodowane przez inne elementy kosmogramu. Mogą istnieć i działać ekwiwalenty danej harmoniki. Ale to jest osobna sprawa, wszystkiego nie opowiem i nie chciałbym wchodzić w pobocza. Zostawmy sobie tematy na później.
Mówiłem, że przy trzynastej harmonice zdarza się kompleks wychodzenia w masce. Gdy pociągnąć ku skrajnościom te kompleksy trzynastej harmoniki, to natrafiamy na materialne, fizjologiczne przejawianie się obcości świata i organizmu w świecie, czyli alergia albo choroby autoimmunologiczne, kiedy moje ciało, które jest też elementem świata, zaczyna być elementem tego wrogiego świata zewnętrznego i zaczyna być zwalczane przez drugą część organizmu. Więc to jest paskuda straszna. Może znajdziemy czas, żeby się tym zająć.
Podobnie osoby, które mają wysoką jedenastą harmoniczną, warto by sprawdzić pod kątem autyzmu. To znaczy warto byłoby znaleźć kosmogramy autystyków, a także sławnych osób ze spektrum lub podejrzewanych, że są w spektrum autyzmu albo że się tam jakiś przyznali do tego – i popatrzeć, jak u nich jest z jedenastą harmoniczną.
Tutaj jest podobnie. U alergików i autoimmunologików trzeba poszukać trzynastej harmoniki. Ale jak mówię, to jest program na przyszłość.
Harmoniki otwierają zupełnie nowe przestrzenie, zupełnie nowe przestrzenie myślenia o astrologii. Z nowych skojarzeń, jakie mi przyszły, jest to, że nie znalazłem jak do tej pory żadnego zastosowania dla harmonik przy wydarzeniach historycznych. Przy ludziach tak, przy osobach to widać. Natomiast przy wydarzeniach historycznych próbowałem w to wchodzić i mam wrażenie kompletnej rozsypki, czyli chaosu, czyli nietrzymania się rzeczy w strukturach. Nie wiem, czy to jest prawda, czy to jest moje pierwsze takie nieśmiałe wrażenie. W zasadzie mamy tylko te dwa źródła danych: jedna kategoria danych to są natale, czyli kosmogramy urodzeniowe, druga to są wydarzenia historyczne. Jeszcze jest trzecie źródło; tym trzecim byłyby wydarzenia z życia i związane z tym tranzyty. Tego nie badałem i nie potrafię się niczym pochwalić jeszcze.
Więc trzynastka jest w obcym świecie, natomiast siedemnastka postrzega siebie inaczej. Też czuje się dziwna, czuje się obok, ale bierze to wyzwanie na klatę i po pierwsze widzi alternatywy, dostrzega alternatywy lub więcej: siedemnastka jest zorientowana na alternatywę. Po drugie, siebie postrzega jako nośnik alternatyw. Mówi sobie: „wszystko może być inaczej”. Owszem, widzę obcy świat, widzę, że inni się w nim męczą, ale wszystko może być inaczej i to ja dostarczam alternatyw. Siedemnastka widzi możliwość własnej ścieżki, to znaczy jednej z tych alternatyw. Jest też tak, że jedni z „siedemnastek” te alternatywy obmyślają, a inni (lub ci sami) biorą się do wprowadzenia tych alternatyw. No i z tym jest gorzej, bo tutaj trzeba bardziej uważać, gdy ktoś tak robi, bo lepiej brzytwę w porę wyjąć z rąk.
Wojciech Jóźwiak
2026-02-26
☚ Punkty pięciokrotne i figury Tarota