Ciekawostki .17
Wojtku - w pełni rozumiem ewolucję! Zgoda, że podział na cztery kategorie - wojownik, tyran itp. zawęża. Mnie po prostu uderzyło to, że charakterystyki podane przez Ciebie w tym starszym tekście z pierwotną klasyfikacją bardziej trafiają - korelują się (no właśnie - i tutaj istotne zastrzeżenie) - z obrazem mnie samego. Tak jest zdecydowanie w przypadku dwunastego stopnia Strzelca. Ciekawi mnie skąd ta ewolucja? W moim przypadku działacz, organizator, entuzjasta - fanatyk pasuje bardziej niż "trickster". Na pewno Twoja klasyfikacja ogromnie zyskała po połączeniu tych punktów z kartami Tarota. Przyporządkowany Skorpionowi 6 stopni Król Kijów - po lekturze na jego temat stwierdzam, że to on w Kosmogramie ( a nie jak początkowo myślałem - Mars w Koziorożcu, on tylko wzmacnia) dał mi "HardChiefa". A raczej dał mi cechy, które skłoniły w 96 roku moich rówiesników z harcerstwa do nadania mi takiego imienia (które wchłonąłem niczym to przy urodzeniu). Pytanie do twórcy - co z tym dwunastym stopniem Strzelca, który z działacza przemienił się w trickstera? Ja od trickstera nie uciekam, jeśli jakaś cząstka mnie jest tricksterska to "zaje-fajnie" ;))) ale nie daje mi spokoju ten jakże celny dla mnie opis z "Zodiaku dwudziestokrotnego".
Pozdrawiam.
Ps: analizuję teraz właśnie punkty pięcio i siedmiokrotne w kosmogramach moich bliskich i podobnie jak Gosiana - trafność jest niesamowita! Te punkty są jak atemi w sztukach walki, potrafiają powalić i obezwładnić trafnością, zdecydowanie lepiej niż "domy" czy planety na tle zodiaku.
W ramach "ciekawostek" - co Państwo na to?
Kosmogram dla Warszawy - 1 sierpnia 1944 o 17:00
http://www.astroakademia.pl/n12/chart.php?hid=13519
Dawno mnie na AstroAkademii nie było, zadomowiłem się ostatnio na Tarace. "Zadomowienie" jest odpowiednim słowem biorąc pod uwagę niedawne przejście Jowisza przez Imum Coeli. Ten tarakowy debiut i ostatnia podwyżka w pracy są najbardziej zauważalnymi przeze mnie efektami przejścia przez dół nieba. Byłoby jeszcze spokojniej gdyby nie Saturn zbliżający się bardzo bardzo bardzo powoli do MC (luty 2015). I pewnie (?) stąd poczucie szpagatu, swędzenia i jakaś nagląca potrzeba zrzucenia skóry.
Na szczeblu "taktycznym" odkąd zacząłem prowadzić astro-notatnik i starać się obserwować i znajdować korelacje, na razie doświadczam działania Marsa. "Sukinkot" nie ma dla mnie litości. Kiedy przechodził w połowie lipca przez urodzeniowe Jowisza i Saturna, miałem duży event w pracy (oczywiście Niedziela była cała 'zmobilizowana") ale to było w miarę pozytywne. Wydarzenie było sportowe, masowe, całkiem całkiem. Gorzej było w sierpniu - tranzyt przez urodzeniowego Plutona. Znowu mi wrzucili pracę w Niedzielę. Robiłem za reprezentanta firmy w środowisku lokalnym, odwiedzałem miejsca związane z przeszłością i z krótkiej rzekomo wizyty "na chwilę" zrobiła się niemal całodniowa praca. W efekcie następnego dnia wziąłem pierwszy raz w życiu urlop na żądanie i tym samym nie zostałem odznaczony medalem... (uraniczna natura buntownika doszła do głosu)
A wczoraj Mars przeszedł przez Księżyc. Księżyc w Skorpionie. Bolało. Emocjonalnie bolało. Fizycznie trochę też. Taka natura Skorpiona, że antenę ma pod pępkiem... Nie ma co rozpaczać, trzeba się otrzepać. Mam nauczkę żeby w taki czas "uważać", bo będąc materiałem łatwopalnym wybuchowym jedna iskra i srut pierdut... A potem człowiek chce się jakoś poskładać. Na szczęście jesień na celowniku. 10 tranzytów Słońca!!! - koniunkcji, 7 Merkurego, 6 Wenus, 4 Marsa, Jedna Saturna, przez Księżyc. Jowisz w retrogradacji znowu się zbliży albo przekroczy "dół nieba". A Pluton zbliży się do urodzeniowego Marsa.
Jedno jest pewne - od 22 września do 21 grudnia będzie się działo. Pozdrowienia dla AstroAkademiczek i Akademiowiczów ;))
Tu zobaczysz:
http://twentytwowords.com/2013/04/04/how-the-sky-would-look-if-the-planets-were-as-close-as-the-moon-8-pictures/
Dla przykładu, Jowisz:

- Wojciech Jóźwiak
#2387 : Pod tym linkiem nic nie ma. Niestety, strony Sieci krótko żyją.
Starożytni Grecy mieli ideał człowieka doskonałego, który harmonijnie wykształca i rozwija swoje możliwości. Dlatego wynaleźli gimnastykę, czyli ćwiczenia fizyczne rozwijające ciało – nazwa pochodzi od greckiego słowa „gymnos” czyli nagi, gdyż ćwiczono nago, w zgodzie z tamtejszym klimatem, który bardziej zachęca do rozbierania się niż do ubierania. Równocześnie uczono młodzież geometrii (ten dział matematyki Grecy najbardziej rozwinęli), ponieważ ćwiczyła w jasności myślenia i w tym sensie była przydatna, nawet gdyby później taki student nie potrzebował wyznaczać żadnych trójkątów ani linii równoległych.
Zasadą było to, że ów doskonały człowiek powinien być wszechstronny, czyli nie tylko znać się „na wszystkim”, ale posiadać wszelkie sprawności. Sokrates, żeby nadrobić zaległości w muzyce, już w późnym wieku nauczył się grać na flecie.
Te sprawności człowieka doskonałego, idealnego, ciekawie odpowiadają planetom w astrologii. Zacznijmy od tych najbardziej oczywistych:
Merkury – odpowiada za intelektualną sprawność. Ale uwaga! To nie jest tylko sprawność teoretyka, który obraca w głowie różnymi modelami. Merkury czyli Hermes miał w opiece nie tylko uczonych, ale również kupców i... złodziei. Co nie oznacza, że człowiek doskonały miał kraść – ale że powinien umieć swoje zdolności zastosować praktycznie. Korzystnie kupić i sprzedać. Chwytać okazje. Heraklit (jeden z pierwszych filozofów), kiedy mu dokuczano, że taki mądry ale biedny, na rok odłożył filozofię i zajął się handlem zbożem, na którym zbił znaczny majątek.
Mars – „źródłowo” był bogiem i planetą wojny i wojowników. Ale ci w przerwach ćwiczyli i do ćwiczeń wciągali kolegów. Tak narodził się, właśnie w Grecji, sport, a dyscypliny olimpijskie obejmowały sztuki walki, takie jak rzut oszczepem, biegi i walkę wręcz. (Nie wiem, skąd się wziął dysk do rzucania i czy miał jakieś zastosowania wojenne.)
Wenus – ta planeta miłości miała w opiece także sztukę. Ale bóstwem od sztuk pięknych była nie Afrodyta (grecka Wenus), tylko Apollo wraz ze swym orszakiem siedmiu Muz. Czyżby Apollo, bóg Słońca, wróżb i leczenia, był męską „emanacją” Wenus? To by oznaczało, że i dzisiaj powinniśmy inaczej i szerzej widzieć właściwości Wenus w horoskopach.
Jowisz – bardzo ważna planeta w rozwoju doskonałej osobowości, ponieważ odpowiada sztuce sprawowania władzy, kierowania ludźmi i pociągania ich za sobą. Jowisz czyli Zeus był przecież szefem bogów na Olimpie!
Słońce – Grecy mieli aż dwóch bogów, których utożsamiali ze Słońcem: Heliosa i wspomnianego Apollina. Później, za Rzymu, doszedł kult innego słonecznego super-boga pod imieniem Sol Invictus, „Słońce niezwyciężone”. Wiele jego cech przeniesiono później na Chrystusa, w tym święto narodzin 25 grudnia. Jako planetarna siła Słońce uczy pewnej sprawności nadrzędnej: uczy wiedzenia, co jest dobre, co wybrać w decyzji i czego się trzymać na swojej drodze. Być może jest to najważniejsza sprawność doskonałego człowieka.
Księżyc – księżycowych bogiń było wiele, a najważniejszymi były Artemida, pani zwierząt i dzikiej przyrody, od której też zależały plony rolników, oraz Demeter. „bogini-matka”, jak znaczy jej imię, która była właśnie taką matką-karmicielką, ale również wraz ze swoją córkę Kore w ramach obrzędów w Eleusis, w których brała udział większość Greków. Demeter odsłaniała „tamten świat” i życie po śmierci. Ale również spełniała funkcje, które dzisiaj wciąż przypisujemy Księżycowi: uczyła związków z przodkami, uczyła życia we wspólnocie krewnych (a Grecy widzieli siebie jako o jedną rodzinę, chociaż skłóconą), uczyła odpowiedzialności za przyszłe pokolenia. Bardzo jej cnoty przydałyby się i dziś!
Saturn, o którym prawie zapomniałem, czyli grecki Kronos. Patronował dawnym czasom. Jego święto – zwane kronia – było rodzajem karnawału, w którym symbolicznie cofano się do czasów, kiedy ludzie byli równi, bo nie zróżnicowała ich cywilizacja. Symbolizował rzeczy odwieczne i niezmienne, czyli, jak dziś powiedzielibyśmy, archetypy i prawa przyrody. Uczył patrzenia na świat sub specie aeternitatis czyli „z punktu widzenia wieczności” – co zawsze było oznaką mędrców.
Grecy nie znali Urana, Neptuna i Plutona – jako planet, bo z bogami o tych imionach byli za pan brat. Ale szybko przypiszemy tym planetom odpowiednie doskonałości:
Uran – to nowatorstwo, otwartość na zmiany, nawet te rewolucyjne: w naszych czasach rzecz konieczna.
Neptun – to kontakt z własnym wewnętrznym światem, z wizjami i z podszeptami intuicji. Faktycznie, bez tego człowiek nie jest doskonały.
Pluton – to sztuka dawania sobie rady w sytuacjach skrajnych: zagrożenia i przemożnych emocji. Mówiąc w skrócie: sztuka surwiwalu. Myślę, że dawni Grecy znakomicie by rozumieli, o co w tym chodzi.
Gdyby nagle Mars przestał działać... U wszystkich, w horoskopach wszystkich ludzi... Co by było? Oczywiście, ustałyby wojny, przemoc, kłótnie. Nikt by nie wymuszał czegoś siłą na drugim. Ale jednocześnie ludziom zaczęłoby brakować energii, koniecznej do pokonania przeszkód, do osiągnięcia celów i do walki z przeciwnościami losu. Ktoś, kto jadąc samochodem złapał gumę, zjeżdża na pobocze i mówi: „Oj stało się... Z dziurawą oponą nie pojedziemy. Podobno gdzieś mam koło zapasowe i uczono mnie, jak się je wymienia, ale to trudne, ubrudzę się i nigdy tego nie próbowałem. Lepiej posiedźmy tutaj, może coś wydarzy się ciekawego...?” No więc bez aktywnego Marsa tak byśmy wszyscy siedzieli z opadłymi rękami.
A co by było, gdyby jakoś magicznie nagle wyłączyć Wenus? Na pewno skutki nie byłyby tak dramatyczne, jak z Marsem. Być może długo by tego nie zauważano. Pierwszym objawem byłoby to, że nie chciałoby się nam sprzątać ani utrzymywać porządku. Śmieci na podłodze? Brudno? Bałagan? Plamy z kawy na biurku? – Ok, powiedzielibyśmy, nam to nie przeszkadza, nie ma problemu. Kłopot byłby z jedzeniem obiadu. Co chcesz na dzisiaj? – Wszystko mi jedno, zrób cokolwiek. No i zaczęlibyśmy odżywiać się „czymkolwiek”, pewnie na zasadzie „wszystko do jednego garnka i zamieszać”. I wcale nie w obiadowej porze, i nie na stole z obrusem, cała rodzina razem, tylko przypadkowo, tam gdzie kogo głód dopadł.
Bez Wenus, przestalibyśmy wybierać. Przestalibyśmy odróżniać ładne od brzydkiego, przestałaby nas razić brzydota, bałagan i brud. Przestalibyśmy rozróżniać, że coś się bardziej podoba, lepiej smakuje, czy wprowadza w lepszy nastrój. Pewnie nikt nie słuchałby muzyki, a ze ścian zniknęły obrazy i inne ozdoby, co może miałoby sens, bo łatwiej byłoby sprzątać... No ale bez Wenus i tak nikt by nie sprzątał.
Życie straciłoby smak. Gorzej byłoby z zapachem, bo przykre zapachy przestałyby nas razić i nikt nie fatygowałby się, by używać perfum, dezodorantów, mydła, pasty do zębów. Kobiety przestałyby robić makijaż, mężczyźni się golić. Ponieważ przestałoby nam zależeć na tym, jak ktoś wygląda, ludzie ubieraliby się w jakiekolwiek ubrania – niemodne, wytarte, podarte – byleby nie zmarznąć. Może tylko wojsko i policja (którymi rządzi Mars) nosiliby dalej mundury, bo za inny strój groziłaby im kara.
Ale z tego „dziadowania” mielibyśmy również zyski. Ponieważ bardzo zmniejszyłyby się nasze potrzeby i nie trzeba było gonić za modą, luksusem ani przyjemnościami, to ile byśmy zaoszczędzili przy tej okazji! Ale nie cieszmy się za szybko, ponieważ nikt by wtedy nie kupował ciastek, owoców mango, kosmetyków, nowych strojów, płyt z muzyką, ozdób, biżuterii – więc splajtowałyby całe gałęzie przemysłu i handlu.
Nie można byłoby osiągać kompromisów w różnych sprawach ani dochodzić do wspólnej zgody. Nie dałoby się założyć żadnej spółki, bo wśród niedoszłych wspólników każdy by widział tylko własny wąski interes i „ciągnął do siebie”. Nie byłoby też gier ani zabaw, tylko ludzie siedzieliby każdy w swoim kącie, naburmuszeni i pełni złości każdy na każdego. Nikt nikomu nie wybaczyłby najmniejszego błędu ani zniewagi.
W końcu przyszłoby najgorsze: zniknęłoby to coś, co nas spontanicznie łączy z innymi. Zniknęłaby miłość, przyjaźń, fascynacja drugą osobą, a wraz z tym wierność, lojalność i wytrwałość w budowaniu związków. Pewnie próbowano by temu zaradzić i te zanikłe więzi czymś zastępować. Na przykład regulaminami, dyscypliną, rozkazami i karami. Bo rozkazy i prawo nie podlegają Wenus – rządzą nimi Merkury, Mars i Saturn. To zresztą już dawno zauważono. Już starożytny chiński filozof Laozi (Lao Tsy) nauczał, że tam, gdzie zanikły więzi między ludźmi oparte na miłości i dobrej chęci, tam usiłuje się je nadsztukować przepisami prawa – i nie przynosi to dobrych skutków.
(Napisane dla "Gwiazdy Mówią")
Zaczynamy kurs podyplomowy, czyli dla osób samodzielnie pracujących z horoskopami.
O godz. 18:30 dzisiaj (a od nast. tygodnia w środy!) wchodzisz przez ten link:
https://strefarozwoju.clickmeeting.pl/wojciech-jozwiak-kurs-podyplom
Ten adres będzie ten sam dla wszystkich kolejnych webinarów.
Na ekranie (który się otworzy, czyli w "salonie") są "kontrolki" kamery i dźwięku -- należy je sprawdzić, czy są włączone i ewentualnie powłączać.
Wchodzić/zaczynać radzę raczej punktualnie. Wcześniej "salon" będzie zamknięty.
Należy mieć gotowe i włączone:
* kamerkę
* mikrofon (przeważnie jest w zestawie z kamerką, jak do Skype)
* słuchawki.
Słuchawki są zamiast głośnika, i mogą się okazać konieczne, jeśli głośnik będzie sprzęgać się z mikrofonem.
Dzisiejsza sesja będzie wstępna i przedstawię orientacyjny program a raczej pomysł na to, czym będziemy się zajmować.
Przypominam, że ten kurs jest odpłatny, także dla u.s.a., 1 umowny miesiąc kosztuje 120 zł. Kiedy kurs zakończymy, na razie nie ustalam. Na pewno będzie przerwa wakacyjna.
Tytuł "u.s.a." wystarcza do udziału w tym kursie -- kto ma u.s.a., ma też dostateczną wiedzę.
Zapraszam i pozdrawiam, ~WJ
"Co się kryje pod hasłem na planszy – IMIĘ, imię i nazwisko czy pseudonim?"
Chodzi o to, co wpisujemy przy logowaniu do salonu (na clickmeeting.com).
Odpowiadam:
Wpisujemy kursowy pseudonim!
Oraz: swój adres email, ten którym logujesz się do AA.
Przy czym, ważne: serwis clickmeeting.com nie używa tych adresów do wysyłania żadnych maili. Pozostają one wprawdzie w jego pamięci, ale tylko w celu ewentualnej identyfikacji użytkowników (gości).
Nie tylko niechęć do podejmowania szybkich decyzji, bycia zaskakiwanym, ale również podświadome lgnięcie do odpowiadających mu miejsc, struktur, układów, osób i grup, w których będzie się czuł bezpiecznie dzięki ich przewidywalności. Czyli: "Jest mi tam dobrze, znam tych ludzi/struktury/to miejsce, wiem co i jak, nikt i raczej nic/nikt mnie nie zaskoczy. Po co zmieniać coś, co jest sprawdzone". Zbyt silny "spontan", możliwe wybuchy kłótni, popędzanie, niestabilne relacje, nagła i częsta zmiana decyzji - to coś, czego raczej wolałby taki typowy Byk unikać.
A znane mi przykłady połączenia silnego Byka z Rakiem - w sprawach majątku rodzinnego często monolity nie do ruszenia. :)
I taka ciekawostka - scenarzyści "Świata według Kiepskich" raczej astrologią się nie kierowali, ale wykreowany przez nich główny bohater Ferdynand (ur. 9.07.1950, Białystok) wydaje się do swojego horoskopu pasować. ;) Nota bene to właśnie słoneczno-merkuryczno-uraniczny Rak z Księżycem w Byku i Marsem w Wadze.
- HardChief Lepszy Król niż Wojownik ;)) i co z tym dwunastym stopniem Strzelca 2012-07-16 17:09:51
- HardChief Godzina W - kosmogram 2012-07-30 09:41:25
- HardChief Przygody z Marsem i parę bebechów 2012-09-04 12:52:29
- Wojciech Jóźwiak Jak wygladałyby planety, gdyby... 2013-12-22 18:37:07
- Wojciech Jóźwiak Człowiek doskonały w świetle planet 2015-02-26 22:58:05
- Wojciech Jóźwiak Świat bez Marsa i bez Wenus 2015-12-08 11:45:48
- u#783 Twój znak zodiaku jest inny, niż myślałeś 2016-03-13 16:58:08
- Wojciech Jóźwiak Kurs podyplomowy, wiadomość dla dyplomantów i dla u.s.a. 2016-09-26 11:51:54
- Wojciech Jóźwiak Na planszy – IMIĘ, imię i nazwisko czy pseudonim? 2016-09-26 13:19:44
- Egna Centrum Galaktyki - 27 Strzelca 2018-12-20 12:32:57
- Wojciech Jóźwiak Centrum Galaktyki czyli Sagittarius A* 2018-12-20 13:37:21
- Egna Stopniowo? Myślałam, że... 2018-12-20 17:59:23
- Daru A może to element Tunelu Czasoprzestrzennego 2018-12-20 18:12:50
- Retro-Mars-w-Pannie Bycze emocje i kiepska ciekawostka 2019-02-03 11:19:45
- Retro-Mars-w-Pannie "Diabelski Latawiec" w kosmogramie ślubnym 2019-02-15 14:26:32