prowadzi Wojciech Jóźwiak • od 2004
 

2026-05-04. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Blog poniedziałkowy

Astrologia a fizyka | Czytaj w dziale Pracownia
☚ Kumulacja w Baranie rozpada się i co dalej?

Astrologia a fizyka

O tym, jak uzgodnić astrologię z fizyką; że astrologia nie pasuje do żadnego z 4 oddziaływań fizyki, ani do obowiązującej w nauce ontologii naturalistycznej. Jednak fizyka (i matematyka) mają swoje peryferie, które astrologa czynią czujnym. O tym piszę dalej.

Kiedy spotkałem pierwszego (na mojej drodze) astrologa, a był to św. p. Leon Zawadzki około 1981 roku, natychmiast zapytałem: a jak to się ma do fizyki? Jakie oddziaływania przenoszą „coś” od planet do ludzi? Jego odpowiedź na razie pominę, bo ważny jest właśnie mój ówczesny niepokój, niepokój fizyka, o to, jak astrologię uzgodnić z tym obrazem świata, który ustanawia fizyka, i ustanawiała już 45 lat temu, i wiele dawniej też.

Fizyka mówi: jeśli coś gdzieś dzieje się z pewnym obiektem A, i twierdzimy lub nam się wydaje, że to ma związek z innym obiektem B, to B musi oddziaływać na A, a zatem B wysyła do A pewne nośniki oddziaływania, fizyk zaś potrafi sprowadzić te oddziaływania do jednego lub kilku z czterech oddziaływań fundamentalnych, a ich nośniki rozpoznać jako odpowiednie dla owych.

Ponieważ zdanie zaczęło się robić za długie, piszę osobno: te 4 oddziaływania, to (1) grawitacyjne, (2) elektro-magnetyczne, (3) „słabe”, czyli to od rozpadu beta, (4) „silne” czyli to wiążące kwarki. Ich nośnikami są kolejno: (1) pole grawitacyjne, a kwantowo: grawitony, których jednak chyba dotąd jawnie nie zaobserwowano; (2) fotony, (3) bozony W i Z, dość egzotyczne, ale trudno; (4) gluony. Ponieważ oddziaływania słabe i silne mają skrajnie krótki zasięg, natychmiast skreślamy je z listy możliwych „konektów” od planet do ludzi. Pozostają opcje, że planety astrologicznie działają na nas przez grawitację lub przez zjawiska elektryczne bądź magnetyczne, bądź łącznie jako fale E-M. Jednak i grawitacja, i pola E-M, gdyby to one odpowiadały za astrologię, robiłyby coś innego, niż to „widzą” astrologowie. W tym momencie tłumaczenie astrologii przez fizykę wywraca się jak wagon na rozebranym torze. Koniec.

Gdyby jednak fizyk uparł się wierzyć w astrologię, to znajdzie przeszkodę głębszą. Jest tak, ponieważ astrologia operuje w świecie takim, jaki ludziom wydaje się, w świecie, jaki postrzegają, i to raczej nie zmysłami, co uogólniającymi funkcjami umysłu. Np. astrologia „widzi” wymiar lub jakość pod tytułem agresja. Agresja wśród ludzi przejawia się, gdy silny (w astrologicznym sensie) jest Mars. Albo Pluton. Czyli astrologia łączy „A” – agresję – z „B” tj. Marsem lub Plutonem. Tego w języku fizyki wyrazić się nie da, ponieważ agresja należy do obrazu świata postrzeganego i uogólnianego przez ludzkie umysły, który jest poza „skopem” fizyki.

Tu natykamy na coś, co próbowano ogarnąć od dawna, ale pierwszym, który zrobił to klarownie, był (i jest, bo żyje) francuski antropolog Philipe Descola. Oto natykamy się w tym miejscu na konflikt lub niespójność, na nie-przystawanie dwóch ontologii. Fizyka, wraz z innymi nowoczesnymi, czyli post-oświeceniowymi naukami (scjencjami!, ang. science), czyli tymi stojącymi na Newtonie i Kartezjuszu, żyje w ontologii naturalistycznej. Astrologia żyje w innej ontologii: analogistycznej. (Descola zauważył jeszcze dwie inne ontologie, ale je pomińmy dla krótkości.) Kiedy jeden mówi, świat objaśnia, w jednej ontologii, a drugi w drugiej, to ten drugi odpowie: p**lisz pan. I taka to będzie między nimi rozmowa. Czy i jak możliwe jest lub byłoby zasypanie rowu między różnymi ontologiami, to jest pytanie!

Rowu może nie, ale można spróbować inaczej. Ontologie Descoli i inne w ogóle ontologie są tworami spod Saturna: są ustalone, sztywne, kamienne. Jak tablice Mojżeszowe. Młotem na Saturna, lub raczej jego solwentem, jest Neptun. Neptun rozpuszcza i rozprasza, a wcześniej rozchwiewa saturnowe sztywności. Luki w nich poszerza niby wiatr w dachówkach. Andrzej Urbaniak, którego felietony ostatnio czytam entuzjastycznie, znajduje neptunową matematykę, właśnie taką, która gdy zastosowana, rozszczelnia sztywne konstrukty fizyki. Autor ów mówi o niej: dzika matematyka... za którą idzie zdziczenia fizyki. Początki tego programu już zostały zrealizowane. Liczby zespolone, będące kombinacjami liczby „zwykłej” i drugiej urojonej (jak sama nazwa „urojony” wskazuje, zrazu traktowanych podejrzliwie) okazały się konieczne w mechanice kwantowej, bo bez nich kwantów nie ma – nie można inaczej ich przedstawić. Liczby zespolone mają dwa składniki-wymiary. Co jeśli wziąć je pod dwie i wyprodukować liczby o czterech wymiarach? Zrobił to w roku 1843 William Rowan Hamilton i nazwał je kwaternionami. Nie są „sztuką-dla-sztuki”, ponieważ zręcznie opisują obroty w naszej 3-wym. przestrzeni. Ale ta dzikość, która już zjawiła się u liczb urojonych, które maja ujemne kwadraty (horror...), tu dochodzi do głosu znów: oto kwaterniony lub ściśle: ich mnożenie, nie są przemienne. A*B nie musi być równe B*A. Dwa zlepione kwaterniony stanowią następne piętro: oktoniony. Te są nie tylko nieprzemienne, ale również nie-łączne, tzn. dla nich zapis A*B*C nie jest jednoznaczny, gdyż (A*B) pomnożone przez C może dać inny wynik niż A * (B*C). Co znaczy, że wynik pewnego ciągu operacji zależy nie tylko od ich kolejności, ale i od tego, po jakiej drodze szło ich wykonywanie. Kwaterniony jeszcze były grupą (zatem „zwierzęciem” jakże miłym sercu matematyka i nie tylko), oktoniony już do księstwa grup nie wejdą. Para oktonionów to sedonion, liczba o 16 wymiarach. Sedoniony robią coś dużo gorszego niż spotkaliśmy u ich prostszych braci: są wśród nich dzielniki zera. Czyli takie dwa, że A*B=0 – i oba, A i B, nierówne zeru. Strach. Czym-jaki byłby lub jest świat opisywany taką matematyką?

Wracając do 8-wymiarowych oktonionów. Jeden ich wymiar jest równoważny zwykłym liczbom rzeczywistym (wcale one nie takie zwykłe, ale niech tam...), pozostałe są bardziej urojone, co poznać po tym, że ich kwadraty są ujemne. Ale co się dzieje, kiedy mnożymy dwie liczby (oktoniony) leżące na dwóch różnych urojonych osiach? Ich mnożeniem rządzi płaszczyzna Fana! To coś, wbrew nazwie, nie bardzo jest płaszczyzną (w pospolitym sensie). Jest układem 7 węzłów-wierzchołków i 7 linii. W każdym węźle przecinają się trzy linie, a na każdej linii leżą trzy węzły. Gdy masz dwa węzły, trzeci dochodzi automatycznie, jako ten trzeci na wspólnej linii. Jedna z linii na rysunku zawsze wychodzi jako okrąg: inaczej nie da się narysować.

Węzły figury (płaszczyzny) Fana można przestawiać czyli permutować, ale nie dowolnie, bo większość permutacji rozerwie tę konstrukcję. Dopuszczalnych, strawnych dla pł. Fana, jest 168. Ta liczba, to: 21*8 czyli 7 razy 3, razy 2 do potęgi 3. Permutacje figury Fana tworzą grupę! Ta grupa ma klasy, każda złożona z obiektów w pewien sposób podobnych. Jedn z klas liczy 21 elementów (operacji): polegają ona na przestawieniu dwóch węzłów na jednej linii i nieruszaniu pozostałych. Co robi tarocista na ich widok? Przyporządkowuje je wielkim arkanom Tarota! Jedno arkanum zostaje zrównane z „jedynką” grupy czyli operacją niczego niezmieniającą. Jak łatwo się domyślić, jest nim karta XXI-Świat. Wielkie arkana, tzn. „ich” operacje-permutacje, mają coś z natury liczby „-1” (minus jeden): bo dla nich A*A = 1. Albo z natury odbicia lub inwersji, lub obrotu o 180 stopni.

Są też operacje takie, które jeden węzeł figury Fana pozostawiają nieruszony, mieszają zaś pozostałe 3 + 3 węzłów. Przypominają one obroty o 120 stopni, trygony. Jest ich 56. Tyle, ile w Tarocie arkanów mniejszych.

Chciałem napisać więcej, ale już przerwę; może innym razem.

Wojciech Jóźwiak
2026-05-04

☚ Kumulacja w Baranie rozpada się i co dalej?

Komentarze, dyskusja

Wojciech Jóźwiak   2026-05-04 20:35:43   941.22126  
Oktoniony Johna Carlosa Baeza

Zaglądając pod linki podczas pisania dzisiejszego bloga poniedziałkowego natrafiłem na — sławny jak się okazuje — artykuł, właściwie małą książkę, pt. "The Octonions", autor John Carlos Baez, krewny zresztą niezapomnianej Joan Baez która ma się dobrze i nie mylmy jej z innymi gwiazdami alternatywy, nie zabiła się w wieku 27 lat. Tamten artykuł jest z r. 2001, autor (rocznik 1961) miał 40 gdy pisał. Artykuł o oktonionach jest urzekający. Baez później działał na uniwersytecie w Singapurze, wiec pewnie poznajomił się z naszymi Dragonem i Duchem. Czy oktoniony dadzą się zastosować w astrologii? Czytam o nich z nadzieją.

  • KrzyżPołudnia #48098 : O podejściu pewnej fizyczki do oktonionów. Artykuł ma już kilka lat, z tego co widzę dalej działa w tym temacie.
  • Paszulka #48102 : Objaśnienie (oktonionów) wspomnianej przez KrzyżPołudnia Cohl Furey proste i krótkie: https://www.youtube.com/watch?v=_E2iiuunK-E&t=40s
  • Wojciech Jóźwiak #48103 : @Paszulko: faktycznie! (Tylko dlaczego nie znamy jej natalu? Pewnie się nie astro-ujawniła...)
  • Paszulka #48105 : Szukałam, nie ma.. a szkoda.
Notki forum (1) na tej stronie: [X]
Komentowanie wymaga zalogowania i/lub ważnego abonamentu.
Czy chcesz dostawać powiadomienia o nowych odcinkach bloga poniedziałkowego?
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.