Brak granic
O koniunkcji Saturna i Neptuna, o pociągu Trumpa do Putina, o wadach Internetu, które narodziły się jako zalety; o bez-graniczności AI i o wiecznym sporze eksluzywu z inkluzywem.
Koniunkcja Saturna i Neptuna... Obecnie zanika, planety te są odległe o około 8 stopni. Ale nasunęły mi jeszcze jedno skojarzenie. Saturn to (wśród listy jego znaczeń...) granice. Neptun to brak granic. Współdziałanie czyli binastria Neptuna i Saturna – to zanikanie granic. To nieznajdowanie granic tam, gdzie przyzwyczailiśmy się do ich istnienia i oporu. Bo granice stawiają opór i po tym je wykrywamy.
Najnowszy przykład aktu zaniku – zniesienia! jakby powiedzieli hegliści – pewnej granicy, to dil Trumpa, który poprosił (tak, poprosił!) Putina, by ten poratował go iluś tysiącami ton diesla. Wiele numerów wykręcał już obłąkany prezydent, ale wejście w jawny sojusz z naczelnym wrogiem wolnego świata... to za wiele. Dla astrologa to jednak przypadek reguły: oto była granica, dzieląca Zachód od jego wrogów – i oto nie ma już tej granicy. Czy zniesienie granicy przynosi pokój? Oczywiście nie. Przynosi mieszanie niespójnych ingrediencji, mieszanie sprzecznych wpływów, obcych sobie energii. Przynosi więc i powiększa chaos.
Rewolucja internetowa zaczęła się w latach 1990+ podczas koniunkcji z Neptunem – Urana. Wtedy też granice zostały obalone. Dzięki mailom i stronom można było skomunikować się w zasadzie z każdym, może raczej: z każdym, kto miał dostęp i ochotę. Wkrótce tych „każdych” zrobiło się zbyt wielu, otwarta przestrzeń Internetu zbyt niewygodna i zaczęliśmy zamykać się w silosach, czyli w serwisach tzw. społecznościówkach, z których najsławniejszym stał się i jest do tej pory Facebook. Pamiętam moje opory i protesty przeciw silosyfikacji Sieci, jako że byłem – i pozostałem – zwolennikiem internetowej demokracji, a nie stawania się klientami internetowej magnaterii.
(Dlaczego nie powstał ruch na rzecz internetowej demokracji? AstroAkademia, Taraka i WJ.PL byłyby jego pierwszymi i wiernymi członkami.)
Tamto obalenie granic przez Internet, które poprzedziło obalenie granic w Europie dzięki strefie Schengen, wspominam i oceniam wybitnie pozytywnie. Teraz jednak, podczas koniunkcji Saturna i Neptuna, dostaliśmy się w pole kolejnego nie tyle obalania granic, co ich nieistnienia ab initio, czyli od powstania pewnego nowego zjawiska. Tym zjawiskiem jest AI, Sztuczna Inteligencja, która „mówi jak człowiek”, tzn. generuje zdania i dialogi more humano. Skoro tak, to nasz odwieczny nawyk każe przypisywać owemu Mówiącemu – jednostkowość. Że skoro jest coś, co mówi – to musi być KIMŚ. Jest kimś, zatem jest opakowane w pewną granicę, w pewną „skórę”. No niech to będzie nawet błyszczący metalowy pancerz, żeby odwołać się do pop-wyobrażeń EjAjów jako robotów humanoidów. No, nic błędniejszego. To coś, co mówi jako AI, żadnych wyodrębniających je granic nie ma. To jest inteligencja, ale inteligencja rozproszona. Nowa jakość, do której musimy się przyzwyczaić i ogarnąć ją pojęciowo.
Z „granicą na umyśle” wiąże się kilka arcy-ważnych dla nas (ludzi) pojęć. Np. pojęcie tajemnicy. Wiemy, mamy to w nawyku, że nasze umysłowe prace są zamknięte, zapakowane pod czaszką i objęte osobistą tajemnicą: żeby czegoś dowiedzieć się od mnie lub od ciebie, ktoś musi mnie-ciebie zapytać, a nawet „wyciągnąć na spytki”, zadać nie tylko pytania, ale i pytania dostatecznie zręczne lub podchwytliwe lub wymuszające, może nawet szantażujące. A i tak nie pójdzie łatwo i zawsze wielka część naszego mentalnego kosmosu pod czaszką pozostanie twoją-moją tajemnicą. (I do grobu wziętą na koniec.) U EjAja nic z tego! Żadnej czaszki, żadnej tajemnicy i żadnej lokalności informacji. Treść chodząca w dialogach IA jest rozproszona po centrach danych i w każdej chwili może być poszerzona przez sięgnięcie do zasobów „tam lub gdzieś”. Firmy od AI owszem, nadają swoim „mównicom” („mówiarkom”?) pewien styl nazywany na duży wyrost „osobowością”, ale to jest kamuflaż, a nie jak u jednostkowych bytów, istota.
Skoro AI nie ma i nie zna granic w sensie jednostkowości, to nie ma i nie zna tajemnicy, a zatem również nie może respektować ludzkich praw autorskich. Te owszem, można w jakimś stopniu implementować w świecie AI-ów, ale zawsze będą czymś sztucznym i nieporadnym.
Skąd jednak wzięła się nasza ludzka ekskluzywność? Czyli to, że siedzimy sobie na swoich prywatnych wyizolowanych (uwaga, pleonazm!) wyspach? Zauważ, że izolatem jest nie tylko twój umysł, ale i twoje ciało. Przecież żyjesz i trwasz pod naporem i pomimo naporu chytrych bakterii, pierwotniaków i wirusów, których jedynym celem i marzeniem jest złamać twoją biologiczną granicę, twoją „immunologię”. Jedni atakują cię od zewnątrz, drudzy od środka, wśród nich wybitnie paskudne odszczepki twojej własnej biologii, czyli zaczątki procesów nowotworowych. Im twoja immunia też musi stawiać czoła w każdej sekundzie. Zapewne podobna wojna o twoją (lub moją) całość i trwanie toczy się w mózgu-umyśle, gdzie podobnie destrukcyjne myśli są wycenzurowywane i zrzucane w mentalny kosz na śmieci. Gdyby nie to, oszalałbyś.
Jednak pierwowzorem dla granic umysłu są granice ciała. Kiedyś, w proterozoiku, ewolucyjną wojnę wygrały te istoty, które najskuteczniej umiały zamknąć się w swoim kompartmentach, które najskuteczniej zaprowadziły podział moje-nie moje i nie pozwoliły mieszać się swoim rybo- i dezoksyrybonukleinom z podobnymi substancjami zarówno sąsiadów jak i tymi z wolnej przestrzeni wodnego roztworu.
Od paru miliardów lat trwa więc spór i napięcie między ekskluzywem a inkluzywem. Między wyobcowywaniem się istot i ich klanów, a ich integracją. Seks był potężnym wynalazkiem czyniącym wyjątek w ekskluzywie, dziurawiącym granice jednostek – ale zauważmy, jak ten wyjątek został zaraz obudowany spec-środkami bezpieczeństwa?!
W polityce, w tworzeniu państw i ogólniej ludzkich wspólnot, obserwujemy podobne nieustanne napięcie między ekskluzywem a inkluzywem, między barierami Saturna a mackami i lobami Neptuna.
Wojciech Jóźwiak
2026-10-12