prowadzi Wojciech Jóźwiak • od 2004
 

2026-02-09. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Blog poniedziałkowy
Liczba czytań od 2024 r.: 560

Bene i male czyli astrodobro i astrozło

☚ Solve et Coagula | Koniunkcja Saturn-Neptun: moment ścisłości minął, co dalej? ☛

Bene i male czyli astrodobro i astrozło

Co każe nam jedne planety uważać za dobroczynne, a inne za złoczynne, i jedne aspekty za harmonijne, drugie za nieharmonijne? Jakie są kryteria?

Wiemy: są planety benefiki, głównie Jowisz i Wenus, które przynoszą takie lub inne szczęście i powodzenie, i są malefiki, głównie Saturn i Mars, ale do ich listy dopisano nowo odkrywane planety: Urana, Neptuna, a zwłaszcza Plutona, który wydał się najbardziej złośliwy; malefiki, czyli planety złoczynne. Fachowe terminy z łaciny, gdzie beneficus znaczy: dobroczynny, hojny, a maleficus – złoczynny lub złośliwy. Podobnie aspekty między planetami są uważane za harmonijne czyli właściwie też beneficzne, takimi są trygon i sekstyl; bądź za nieharmonijne czyli maleficzne: opozycja, kwadratura. Aspektów, ich rzędów jest więcej, ale na razie w ich gęstw nie wchodźmy.

Pojęcia te: benefik, malefik, chwytamy natychmiast. Zbyt pochopnie! Bo to dlatego, że jesteśmy wręcz jako gatunek wytrenowani (wytresowani?) do dzielenia wszystkiego na „dobre” i „złe”.

Oczywiście, kiedy przychodzi klient do astrologa, to astrolog wpływy planet i ich aspektów relatywizuje do osoby i natalu (czyli urodzeniowego kosmogramu) owego klienta. Widzi: o! Jowisz czyli benefik tworzy za miesiąc harmonijny więc też beneficzny aspekt, powiedzmy trygon, do urodzeniowego Słońca, podwójnie dobrze, czyli super! (Prognozuję, mówi dalej astrolog, że tamta dziewczyna, za którą się oglądasz, ci się odda.) Lub widzi: uuu! Mars idzie kwadraturą do urodzeniowego Marsa: jak nic czekają cię kliencie uszkodzenia na dobrostanie, lub na finansach, lub nie daj bóg na ciele. Widzimy więc, że owo ujmowanie elementów horoskopu jako „bene” albo „male” nie jest wcale takie złe.

No tak, ale gdy zastanawiamy się nad całością świata, to jak, po czym odróżnimy dobro i zło? 8 (lub 9) maja 1945 roku miał w ówczesnym kosmogramie przewagę benefików czy malefików? Bo wydarzenie owo było straszne dla Niemiec, które przegrały wojnę i zostały zmuszone do bezwarunkowej kapitulacji, czyli wydać się na łaskę i niełaskę wrogów, ale z drugiej strony było niebywałą wygraną i tryumfem dla aliantów, czyli USA i UK, i dla ówczesnej Rosji czyli Sowietów.

Ciekawe, że kosmogram na tamten moment jest w jednej strony dobry, beneficzny: bo oto Słońce tworzyło trygon do Jowisza (całkiem jak w tamtym przykładzie z fikcyjnym astrologiem i klientem) i jeszcze do obu podłączała się Wenus, wprawdzie kwinkunksem i półsekstylem, więc aspektami o trochę niższej dobroczynności, ale zawsze Wenus. Jowisz, Wenus i Słońce w pierścieniu aspektów: czego więcej żądać od horoskopu zwycięstwa!

Ale z drugiej strony jest w nim coś strasznego, tzn. wybitnie maleficznego: Mars jest w koniunkcji z Księżycem, czyli chroniąca życie planeta Księżyc została zaatakowana przez maleficznego Marsa, a raczej odwrotnie, sama wpakowała się na Marsa (bo Księżyc przecież porusza się dużo szybciej niż Mars) i jeszcze dzieje się to w marsowym więc w tym sensie maleficznym znaku Barana. Nie koniec, bo obie planety są w opozycji (złej!) do Neptuna (złego!) i w kwadraturze (też złej, tj. nieharmonijnej) do Saturna, sławnego jako malefik jeszcze od starożytności. Więc sprzężone nieharmonijnie Mars, Saturn i Neptun (wraz z Baranem) zaatakowały Księżyc lub raczej wyczekały, by wpadł w ich pułapkę. Nie wiadomo, co przeważa: czy ten pierścień maleficzny, czy poprzedni szczęściodajny. Działały oba.

I właściwie był to prawidłowy wyrok niebios: potop „złych energii” spuszczany na przegranych, nie tylko Niemców, ale i Polaków, którzy szli w nową niewolę pod jednym ze zwycięzców, i na tych wszystkich, którzy wszystko jedno po której stronie byli, szli do spalonych domów, grzebać zabitych bliskich lub prowadzeni do łagrów. Neptun w opozycji w MC wisi jak znak zdrady. – I z drugiej strony „dobra energia” dla tych, którzy mieli szczęście konsumować zwycięstwa owoce.

Czy tamten wyrok historii był sprawiedliwy? Czy wygrali dobrzy, przegrali źli? Czy Amerykanie (z posiłkiem Brytyjczyków i innych) wygrali, bo byli dobrzy? A Niemcy przegrali, bo byli źli? Czy inaczej i po prostu Amerykanie wygrali, bo było ich więcej, umieli zebrać więcej sojuszników, byli sprawniejsi technologicznie, szybciej budowali fabryki zbrojeniowe i na swojej „dalekiej wyspie” byli bezpieczni? Z punktu widzenia cnót ludzkich i demokratycznych nie mamy wątpliwości: Ameryka stała moralnie wyżej niż państwo zbrodni, którym były Niemcy pod partią NSDAP. Ale, z drugiej strony, wielkim sojusznikiem USA i UK była Rosja, zbrodniczością nie ustępująca Niemcom lub gorsza. Żeby nie iść za daleko, odnieśmy tę dywagację do Pierwszej Wojny Św., gdzie ani wśród zwycięzców ani pokonanych nie widać moralnych lepszych racji. Czym lepsza była Rumunia i czym gorsze Węgry? Więcej nawet: trudno tam jest wyliczyć, kto wygrał, kto przegrał. Ambiwalencja straszna zapanowała.

Jak astrolog przy kliencie ma punkt odniesienia: dobro klienta, tak astro-historyk też taki punkt mieć musi, aby jedne planety i ich układy uważać za „bene”, a inne za „male”; tym puntem odniesienia jest dobro lub interes rozważanego państwa lub narodu, lub imperium lub idei (np. demokracji) lub tp. W praktyce ustanowienie punktu odniesienia jest trudne lub niemożliwe, bo o ile interes zbiorowości można przeważnie (sposobami nie-astrologiczymi) uchwycić, o tyle odnośnika horoskopowego może zwyczajnie nie być, bo większość kosmogramów uważanych za „urodzeniowe” dla państw lub narodów jest bajeczna.

No dobrze, a jeśli spojrzeć na rzeczy jeszcze ogólniej? Czy jest jakieś dobro lub jakieś zło inne niż interesy takich lub innych zbiorowości? Usunięcie głodu, nakarmienie potrzebujących, przez np. wynalazek i produkcję nawozów azotowych, przez syntezę amoniaku? Przez wyhodowanie odmian roślin dających 10 razy większe plony niż dawniej? Lub wynalazek penicyliny a potem kolejnych antybiotyków? W końcu dzięki tym wynalazkom zwyczajnie żyjemy? Bez szczepionek pewnie bym nie przeżył 10-go roku życia (Wtedy wchodziła do Polski epidemia ospy.) Oto dobro, prawda, ale tylko dla jednego gatunku, tego ludzkiego. My na tamte „dobra” zareagowaliśmy jak każdy gatunek: mnożąc się i zajmując kolejne środowiska i nisze, do czego mamy zresztą większy talent niż nawet muchy i myszy. Od tamtych i innych wynalazków powiększyliśmy swoją populację około 10 razy, o rząd wielkości. Kosztem innych gatunków, które proporcjonalnie „zwinęły się”. Kosztem zmalenia biologicznej różnorodności planety. Może powinniśmy wyceniać „bene” i „male” dla planety i jej biologii? Dla sumy wszystkich na niej żyjących? Może dla życia – jako takiego? Beneficzne byłoby to, co sprzyja życiu, maleficzne to, co życie gasi? Ale wszystkie żywe istoty umierają, i więcej: bez śmierci by ich (w tym nas) nie było, bo śmierć i ewolucja to jedno, i obie te „moce” i ich (wszystkich żywych) i nas (ludzi) stworzyły.

Nie ma więc nadziei na odróżnienie dobra od zła w tym ambitnym bo kosmicznym wymiarze?

Lem (tak, Stanisław) w powieści „Głos Pana” z archaicznego roku 1968 wymyślił taką intrygę, że „mieszkańcy” tamtej powieści odebrali sygnał z pra-odległego kosmosu, od jakichś nieznanych Rozumnych, który, prócz innych odkrytych przez siebie zastosowań, miał też tę właściwość, że sam – jako strumień promieniowania – z niewielkim prawdopodobieństwem wzmacniał i przyśpieszał reakcje chemiczne prowadzące do zwiększenia różnorodności. Bohaterowie powieści spekulują, że być może w „świetle” tamtego promieniowania szła od miliardów lat cała ewolucja życia na Ziemi i właśnie dlatego w jakimś stopniu się udała. Na tym polegało „wspieranie życia” lub nawet „wspieranie dobra” przez tamto promieniowanie. (Ów przekaz miał też wbudowane bezpieczniki przed jego wojennym nadużyciem, ale z tym odsyłam do książki.)

W każdym razie takie postawienie sprawy przed astrologią jest wyzwaniem dla niej, bo każe szukać całkiem nowego i innego niż dotąd materiału doświadczeniowego.

Dzisiejszy temat przyszedł mi na widok zaciskającej się koniunkcji Saturna i Neptuna, w której nijak nie można dopatrzyć się ani dobrego ani złego. (Zmiany: tak.)

Wojciech Jóźwiak
2026-02-09

☚ Solve et Coagula | Koniunkcja Saturn-Neptun: moment ścisłości minął, co dalej? ☛

Komentarze, dyskusja

KrzyżPołudnia   2026-02-11 10:27:14   924.21711  
Bene i male
Bene i Male brzmią jak imiona jakichś bóstw i jak to bóstwa pewnie bywają kapryśne i niejednoznaczne, choć o pewnych charakterystycznych cechach, tendencjach. Od razu przypominają mi się mity sumeryjskie. Dobry wpis na koniec dnia jako odtrutka od coraz bardziej obrzydliwych informacji idących z zachodu. 
  • Wojciech Jóźwiak #45876 : @Krzyż Południa: Staram się odtruwać jak umiem. :)
Notki forum (1) na tej stronie: [X]
Komentowanie wymaga zalogowania i/lub ważnego abonamentu.
Czy chcesz dostawać powiadomienia o nowych odcinkach bloga poniedziałkowego?
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.