Badania w AstroAkademii
Czy badania w astrologii mogą naśladować praktykę fizyki lub socjologii? Czy raczej konieczne jest podejście bardziej wstępne i mniej formalne? Plus konieczne dygresje m.in. jak Bańkowski wykładał pochodzenie słowa badać i o czym pisał Markiewicz w „Gazecie Badawczej”.
Tydzień temu w poprzednim odcinku napisałem: „AstroAkademia przechodzi z trybu „kursy i konsultacje” na tryb: „badania”.” Tak, ale jak rozumieć te badania? Może na wzór „Gazety Badawczej” Jarosława Markiewicza. Zobacz: Gazeta Badawcza 01 – O co chodzi z tą energią? (1998, później od 2011 w Tarace). Autor ów pisał tam tak:
„Gazeta Badawcza publikuje artykuły, programy badawcze, zagadnienia, komunikaty, przypomnienia, felietony i bajki.
Gazeta Badawcza zajmuje się badaniami energii – tymi jej przejawami, które są znane nauce, tymi których nauka ze względu na swe obciążenia metodologiczne nie dostrzega, a przede wszystkim tymi energiami, które są poza standardową percepcją, wyobrażeniem a także wyobraźnią. (...)”
Bardzo mi się kojarzy to, co zapowiada tamta Gazeta z naszymi badaniami w astrologii. Bo astrologia też jakoś nie chce zmieścić się pod dachem Nauka. I nie jest to przypadkowe. Bo z jednej strony stan nieba, a w nim pozycje planet, są czymś z gruntu naukowym: podlegają obserwacjom, jako zdarzenia układają się w regularne serie, dają się mierzyć z absurdalnie wręcz dokładną dokładnością; są też wdzięcznym polem do budowania matematycznych modeli i ich testowania: niech o tym świadczy, że pierwszym empirycznym i „dobrze wypadłym” testem teorii ogólnej teorii względności było wyjaśnienie wcześniej już znanych anomalii ruchu Merkurego; przez samego Einsteina. Jednak kiedy schodzimy z nieba i szukamy odpowiadających „niebu” wydarzeń „na Ziemi”, to co chwila potykamy się o braki definicji, braki regularności, o cały ten chaos którym jawią się nam wydarzenia ze świata ludzi.
Richard Tarnas odkrył, że czas koniunkcji, opozycji i kwadratur Saturna do Plutona sprzyja wojnom, ich wszczynaniu. Ale co jest „wojną”? Pierwsza i Druga wojny światowe niewątpliwie wojnami były i Pierwsza została wszczęta podczas koniunkcji Saturna i Plutona; Druga podczas ich kwadratury. Ale później światowych wojen już nie było. (I dobrze.) W cyklu ostrych aspektów Saturna i Plutona dość regularnie występowały wojenne nastroje i wybuchały, owszem, wojny, ale lokalne, chociaż wśród nich były niezwykle krwawe, jak konflikt hinduistów i muzułmanów w r. 1947 (podczas koniunkcji S-P), który doprowadził do rozpadu wyzwalających się Indii Brytyjskich na Indie i Pakistan. Ostatnia (najnowsza) koniunkcja Saturna i Plutona w r. 2020 przyniosła jednak nie światową wojnę, a światową pandemię.
W tym miejscu potykamy się o definicję ziemskiego wydarzenia: czy można tak poszerzyć pojęcie wojny, żeby objęło również pandemię? Albo wybuch wulkanu, prawda, że nietypowo wielki: mam na myśli wybuch Krakatau w r. 1883, też podczas koniunkcji S-P?
Podobne, jak z wojną, problemy mamy z politycznym przełomem, z kryzysem gospodarczym, z miłością, karierą, z zawodem w którym ktoś działa. Astrologia, zbierana wiedza (j. niemiecki ma na to słowo Lehre) o korelacjach między „niebem” a „ziemią” ma dwie nogi. Jedna noga, ta stojąca na niebie, jest ścisła i idealnie sprawdzalna. Druga noga, ta namierzająca czy identyfikująca wydarzenia „na ziemi” w świecie ludzi, jest chwiejna, niepewna i wybitnie zależna od potocznego języka z jego metaforami.
Jednak i ta noga niebieska nie jest wcale aż tak idealna i ścisła. Ściśle mierzalne są pozycje planet. Ale „oko astrologa” przepuszcza je przez swój filtr. I ten filtr wcale nie wyostrza obrazu (nieba), przeciwnie, rozmywa go, wykonuje to, co j. tym razem angielski nazwał z jego mistrzowską jednosylabową zwięzłością słówkiem blur. Mam na myśli np. to, że koniunkcja dwóch planet wg astrologów jest wtedy, gdy ich położenia na ekliptyce są nie większe niż pewien orb, który może sięgać 10 stopni, a wg niektórych autorów i w niektórych kontekstach także do 12 lub 16 stopni. Tak podstawowa sprawa, jak to, czy dwie planety są w koniunkcji, więc łączą swoje znaczenia lub wpływy, czy nie są – czy ich koniunkcja istnieje czy nie istnieje – okazuje się rzeczą uznaniową.
Ta uznaniowość w astrologii jest równie dokuczliwa, jak w psychologii, socjologii lub nawet w (niewolnej od tej wady) medycynie. Uznaniowość sprawia też, że wołamy na pomoc imponderabilia takie jak intuicja, wyczucie, talent, doświadczenie. Przez co nasza wiedza (die Lehre) staje się sklejona z osobą, która tę wiedzę uprawia. (I gdzie obiektywność?)
Oczywistości piszę, ale po to, by oświetlić sprawę tę oto, że badania takie, jak w naukach w jakimś stopniu ścisłych, więc oparte na długich seriach i statystyce (na statystyce jako narzędziu chwytania tego, co nie dość regularne), w astrologii zawodzą. Temat jest rozległy i warty opisania, ale nie tym razem. Tu i teraz niech nam wystarczy, że słowo „badanie” będziemy rozumieć inaczej niż w nauce i szczególnie. Bardziej jak Jarosław Markiewicz.
Warto przypomnieć etymologię tego słowa. Badać, badam jest formą trwającą od czasownika bóść, bodę. Bodą rogate ssaki rogami, ale fraza z Biblii „przebodli ręce i nogi moje” przypomina, że bodzono też i może w pierwszym rzędzie włóczniami, drągami, kijami i inną bronią długą i ostrą. Andrzej Bańkowski twierdził, że badać, zanim przeszło do nauki – poprzez prawniczą inwestygację – oznaczało wtykanie kija w clone ładunki by sprawdzić, czy pod warstwą powiedzmy zboża nie ma futer czy muszkietów.
Pozwolimy sobie więc na rozszerzenie i nawet rozchwianie pojęcia badanie; jak to nazwał ktoś z powieści „Eden” Lema, nadanie mu poliwalencyjności.
Przez badanie rozumiem u nas wszelkie zbieranie przypadków i poddawanie ich ocenie, dyskusji i astro-analizie.
W astrologii jesteśmy teraz na etapie podobnym do tego, który przeżywała biologia między Linneuszem a Darwinem: gorączkowego szukania, co „rusza się” w lasach Borneo lub w trawach Argentyny. Oraz dopasowywania naszych pojęć do tamtych obserwacji, by nie mylić świnki morskiej z szynszylą ani cedru z jałowcem (co angielskojęzyczni notorycznie do dziś czynią...)
Świnkami i cedrami będą dla nas (i już są) nasze i cudze osobowości i wydarzenia z naszych żyć, i nasze związki z innymi, kojarzone w nierozdzielne pary z towarzyszącymi im pozycjami planet zebranych w kosmogramy.
Pozostają badanie w stylu niedościgłego Gauquelina, seriami po tysiące przypadków ujmowanych w ścisłą formę przy pomocy statystyki. Na razie nie mamy (my-AstroAkademia) do tego narzędzi, ale zobaczymy.
Wojciech Jóźwiak
2026-06-14
☚ Milowe zmiany w AstroAkademii
Komentarze, dyskusja
Do maila rozesłanego dziś rano dołaczyłem takie oto "Inne nowości":
W AstroAkademii polecam stronę „Artykuły wg czytania”: jest tam spis tekstów, które były czytane w ciągu minionej doby. Są też tam linki-przełączniki do spisu czytanych w ciągu ostatniego tygodnia, roku, oraz top-120 z całego okresu odkąd czytania są zliczane. I najciekawsze „down-120”: te artykuły, które czytane były najrzadziej, a właściwie wcale nie, bo popadły w zapomnienie.
Strony AA mają różny dostęp. Poznajemy go po kolorowym kółku u góry menu. Zielone kółko oznacza „FREE” – dostęp dla każdego bez dalszych warunków. Kółko żółte, to „LOGGED” – dostęp po zalogowaniu, więc dla tych, którzy założyli konta w AA. Pomarańczowe, „VALID” – ten dostęp mają osoby, które udostępniły swoje urodzeniowe kosmogramy (natale). Pod pomarańczowym kółkiem jest większość z ok. 500 wątków forum. Dostęp „HCORE”, jest dla „hardcore” czyli twardego jądra uczestników AstroAkademii: to ci z nas, którzy byli aktywni w minionym miesiącu i zabierali głos na forach. Dostępów jest więcej, w tym tylko dla dwojga rozmawiających kanałem 1:1, lub prywatny, czyli tylko dla Ciebie. Uwaga: nie ma już dostępu płatnego, paywalla – zlikwidowany.
Dla znudzonych AstroAkademią jest link, którym się wyrejestrujesz – jest na stronie konta AA.
- Wojciech Jóźwiak Inne nowości 2026-06-15 09:20:25
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.
— —