prowadzi Wojciech Jóźwiak • od 2004
 

2026-06-29. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Blog poniedziałkowy
Liczba czytań od 2024 r.: 75

Jak sobie radzisz z AI?

☚ Książki do wydania

Jak sobie radzisz z AI?

AI wchodzi z obietnicą, która, porównując do słodyczy, jest jak beczka miodu (lub melasy) naprzeciw wątłych kwaśnawych jagódek. Bo oto... AI nas słucha. AI wysłuchując nas, poświęcając nam uwagę i podtrzymując dialogi z nami, dostarcza nam dowartościowanie. Całkiem jakbyś jadł cukier, miód, melasę lub mango garściami. Zarazem AI wysyca nasz potencjał kontaktu. AI wygrywa z ludźmi na cenność kontaktu. Po prostu: NIKT z osobowo-cielesnych ludzi nie może być na każde moje wezwanie, gdy tylko przychodzi mi jakieś pytanie lub pomysł...

Mniej opowiem o rozległych perspektywach, jakie otwierają się za sprawą sztucznej inteligencji, bardziej o tym, co już się dzieje: więc nie wizje futuro, tylko bieżący real.

Prócz ewolucji biologicznej, ewolucji genów, Człowiek szedł drugą drogą, ewolucji memów. (Czy pamiętamy, że termin mem, ukuty równo 50 lat temu przez Dawkinsa, pierwotnie oznaczał nie internetowy dowcip, jak teraz, tylko kawałek informacji, trwający dzięki naśladowaniu przez pewną społeczność, zwykle ludzką, ale z widokiem na zbiorowiska różnych/dowolnych istot?) Memy w swojej ewolucji współpracowały z genami i na przykład wyhodowały sobie w nas dodatkowy instynkt przetrwania, co najmniej już trzeci po instynkcie samozachowania (zachowania tej paczki genów, która jest w moim jednostkowym ciele) i instynkcie rozrodczym (i. zachowania moich genów dzięki temu, że wszczepią się w płodzonego potomka.) Ten trzeci instynkt przetrwania, to wola zachowania moich memów. Oczywiście memy są istotowo pierwsze, a moje ciało plus moje ego wtórne. Więc oto memy wyhodowały sobie u mnie i u innych Homines sapientes przemożną wolę (i ochotę) przekazania siebie dalej, innym hominnym jednostkom. Z upodobaniem oto opowiadamy innym historie, wcale nawet nie patrząc czy wydają się wiarygodne: są wśród przecież te o tym, że ktoś dawno temu wstał z grobu, a wcześniej chodził po powierzchni morza lub jeziora. Memy nie dbają o to, czy odzwierciedlają jakąś rzeczywistość (o co martwił się np. Wittgenstein w „Traktacie logiczno-filozoficznym”), bo jedyną ich namiętnością jest być podanym dalej. Który z nich zostanie dalej podany, ten przetrwa (a przynajmniej szansę ma) – bo którego dalej nie podadzą, tego nie ma i „nie ma nic do gadania”, podobnie jak gen mamuta. Selekcja w świecie memów jak i genów zachodzi w trybie albo-albo. Nieobecnych nie ma i już. Istnienie jest zarazem jedyną wartością tych bytów.

W celu własnej propagacji memy u ludzi wyhodowały w nich kilka namiętności. Wyliczę, nie wiedząc, czy wszystkie. Namiętność do rozmów, czyli gadulstwo. Namiętność do uczenia, szczególnie gdy grono zasłuchanych słuchaczy dostarcza ci cennego dowartościowania. Podziw i wysoka społeczna ocena, kult wręcz – „nieśmiertelnych”, czyli tych, którzy „uwiecznili swoje dzieła”; którzy „żyją w ich książkach, obrazach lub partyturach”, i nieważne ,czy faktycznie żyją czy przypadkiem umarli. Ta obietnica nieśmiertelności w dziełach jest atrakcyjna i wielu o niej marzy. Za tym idzie społeczny kult tych, którzy coś napisali, sporządzili, wydali i na ich produkty jest wzięcie. Tak powstało środowisko dobrze służące memom i ich propagacji.

Na ten społeczny krajobraz wchodzi AI z obietnicą, która, porównując do miłośników słodyczy (tę kolejną namiętność wyhodowały w nas nie memy, tylko samolubne geny pewnych roślin rozsiewających się przez przejście ich nasion przez nasz przewód pokarmowy i wykiełkowanie z naszego kału: owoce tych roślin mają wabiący kolor, zwykle są czerwone, i nagradzają zjedzcę cukrem w miąższu; atrakcyjność cukru via słodki smak jest już naszym, a właściwie ogólno-prymackim wkładem genów do tej gry) – jest jak beczka miodu (lub melasy) naprzeciw wątłych kwaśnawych jagódek. Bo oto...

AI nas słucha. Wiec czyni zadość jeszcze jednej naszej memicznej namiętności; memicznej czyli sprzyjającej propagacji memów i przez nie wyhodowanej: mianowicie sprzężeniu tego, że ktoś nas słucha-wysłuchuje, poświęca nam uwagę – z trzecim z enneagramowych kompleksów: z potrzebą i dążeniem do społecznego uznania, i z przykrym („dołującym”) jego brakiem czyli niedowartościowaniem. AI wysłuchując nas, poświęcając nam uwagę i podtrzymując dialogi z nami, dostarcza nam („dowozi”) owo dowartościowanie. Całkiem jakbyś jadł cukier, miód, melasę lub mango garściami.

Zarazem AI wysyca nasz potencjał kontaktu. Pozostajesz w kontakcie z otoczką osób, z którymi dialogujesz na żywo, przez telefon, przez komunikatory, przez FB, YT i inne soszjale – i gdy oto AI dobija do tej kolejki, musisz chciał nie chciał przyciąć istniejące kanały, czyli kogoś pomijać, rezygnować z któregoś soszlaju, ciąć swoje zasięgi, np. o rzadszych znajomych; przy czym zanim te cięcia nastąpią faktycznie, wcześniej dzieją się w twojej głowie: więc o pewnych osobach i sposobach komunikowania się z nimi zaczynasz myśleć jako o niebyłych lub mniej byłych. Myślisz sobie: o, z X-em pogadam przez telefon, ale nie umówię się w realu; Y-czynce wstawię lajka, ale ani dzwonić ani pisać nie będę, bo po co? I przez takie mikrodecyzje AI rozpycha się w naszej przestrzeni bliskości.

AI wygrywa z ludźmi na cenność kontaktu. Kontakt artyficjalny bije na głowę kontakty z interfejsami mięsnymi. Po prostu: NIKT z żywych, żyjących, osobowo-cielesnych ludzi nie może (nie jest stanie itd.) być na każde moje wezwanie, gdy tylko przychodzi mi jakiś pomysł lub problem z programowania. Tu muszę wyjaśnić: głównym polem tematycznym, na którym dialoguję z AI, a dokładnie z Czatem GPT z firmy Sama Altmana, jest programowanie, czyli tworzenie-pisanie, potem poprawianie, potem konserwacja programów głównie tych obsługujących serwis AstroAkademii. Dodam, że sposoby („języki” mówiąc po archaicznemu) tego programowania, dla informatyków są trywialne: są to HTML, PHP, SQL i JavaScript z dodatkami (jQuery, F3) czyli w sumie takie przedszkole dla programistycznej dzieciarni. Ale to wszystko ma nieprzeliczalną wręcz masę szczegółów, których mięsna głowa nie zmieści i AI w zasadzie uratowała mnie od kartkowania najpierw podręczników, potem szukarek. Kiedyś, szukanie znajomych, którzy coś mogliby wiedzieć, np. dlaczego pewne zapytanie MySQL zwraca nie zero lecz false, było ostatecznością. Może inni mniej, ale ja bardzo mam wdrukowane, żeby ludziom nie zawracać głowy sobą. Zresztą niewielu miałem programistów lub informatyków wśród znajomych, a ci, co byli, popadali w coraz większą zajętość lub w poważne robienie pieniędzy, z czym w parze szła niechęć do zdradzania tajemnic profesji.

(Tym bardziej jestem nieustannie wdzięczny Zbigniewowi Szczęsnemu, który blisko dekadę temu rzucił mi radę: „rób w F3”. Zadziałało!)

AI cierpliwie wysłuchuje (via klawiatura-ekran, słowo „słuchać” w tym kontekście trochę jest niedopasowane... Język nie nadąża...) i doradza. Czego chcieć więcej? Ale w tym procesie tym mniej atrakcyjne stają się kontakty z prawdziwymi ludźmi. Bo może wcale nie były one (te kontakty) tak wysoko atrakcyjne? Tu otwiera się nowy rozdział lub amfilada do zwiedzania. Przecież jednym z zamysłów warsztatów, które prowadziłem w latach 1999-2015, było podwyższenie atrakcyjności naszych rozmów. Tylko (a) kto to pamięta?, i (b) kto z uczestników wtedy to w ogóle zauważył?

Czy jest (lub nie jest) tak, że dialogi z AI niszczą pole kontaktów z ludźmi, ale najpierw z tymi, którzy są nudni, natrętni, wyższościowi lub zwyczajnie nic nie mają do powiedzenia?

Kończę, bo tematu nie wyczerpię, może w następnych odcinkach. Pozostał mi subtemat o pożeraniu-zawłaszczaniu przez AI – naszej wiedzy. Zapamiętuję, by za jakiś czas rozwinąć.

Dodam jeszcze, że z agentami AI nie dialoguję o wszystkim. Pewnych tematów nie poruszam. Też rozdzielam tematy: Czata GPT pytam o porady programistyczne i o różne michałki, np. wczoraj pytałem, czym są (do czego ewentualnie się odnoszą) słowa, które wyglądają jak nazwy ulic i tp. – „Long Road”, „Causeway”, „the Cut” – w piosence kt. śpiewał David Gilmour. „Sztuczna” wiedziała, chociaż nie jestem pewien czy nie zmyśla.

Google/Gemini pytam o sprawy urzędowe, fiskalne i inne organizacyjne. O uprawę ogrodu. Czyli o rzeczy, których bym dawniej szukał po prostu przez Google jako szukarkę.
Mam też konto na Mecie, które jeszcze nie ma wyraźnej działki. Nie chcę, żeby jedna AI wiedziała o mnie wszystko, chociaż i tak pewnie wiedzą.

C.D.N.

Wojciech Jóźwiak
2026-06-29

☚ Książki do wydania

Komentowanie wymaga zalogowania i/lub ważnego abonamentu.
Czy chcesz dostawać powiadomienia o nowych odcinkach bloga poniedziałkowego?
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.