Dlaczego się rodzimy właśnie wtedy?
Astrolog chcąc zrozumieć czyjś (lub swój) urodzeniowy horoskop, nie może zasłonić się przypadkiem – „oj, to był przypadek”. Musi przyjąć, choćby tylko w ramach ćwiczenia, że to nie był przypadek, tylko wybór. Kosmiczne siły lub kosmiczni geniusze, które nas rodzą, tzn. kierują naszym urodzeniem się, musiały coś ciekawego zauważyć w pewnym momencie czasu i uznać, że to właśnie jest najlepszy czas dla ciebie, żebyś się urodził/a.
Możesz wyobrazić sobie, że tym kimś „rodzącym cię”, czyli wypychającym cię na świat jak komandosa z pokładu samolotu, był twój osobisty geniusz lub dajmon, lub jak pisze James Hillman – acorn. (To znaczy po angielsku żołądź, czytaj „ejkuorn”, ale po polsku „żołądź” już tak nie brzmi, jak trzeba. Więcej czytaj tu>>) Ten dajmon obserwuje oś czasu i jej naładowanie wpływami planetarnymi i kiedy widzi moment na tej osi, który jest odpowiedni, ba najlepszy dla ciebie – wypycha cię. Także wtedy, kiedy czyni to rękami chirurga położnika. (Co dalej ten geniusz robi teraz – o, to jest osobne pytanie.)
Przyjmijmy, że dajmonowie wiedzą co robią i rodzą cię w odpowiednim dla ciebie momencie. W takim, że wpływy planetarne są właśnie takie, jakich potrzebuje twoja pierwotna natura, twój los.
(Być może przygotowana w poprzednich wcieleniach, ale je zostawmy i nie ruszajmy. Roger Penrose w swojej książce „Cykle czasu” zastanawia się – całkiem poważnie – nad tym, jakie były wszechświaty, które poprzedziły ten nasz, istniejący od Wielkiego Wybuchu. Metafory...)
Na jaki moment zjustowują położne dajmony nasze narodziny? Po pierwsze, patrzą, która planeta dominuje. I tak, prawdopodobnie Sławomir Mrożek został zrzucony w momencie, kiedy Saturn przechodził przez medium coeli i właśnie dla tego Saturna w MC:

Bo to dawało mu cnoty sięgania wyżej-dalej szerzej, widzenia świata z wyższej-szerszej perspektywy, pięcia się w górę, i jednocześnie cnotę dystansu, chłodnego krytycznego i precyzyjnego widzenia bez emocjonalnego wiązania się z lepką rzeczywistością. Wszak Piątką-Obserwatorem typowym był. Oraz cnotę takiego... bycia-nie-do-ruszenia, jakby bycia z wyższego poziomu, co daje właśnie Saturn w MC.
Ale jednocześnie dajmon uznał, że moment jest dobry, ponieważ wschodził Uran:

A Uran czynił Mrożka obywatelem świata, przyszłościowcem-futurystą i specjalistą od paradoksów.
Znów Carla Junga jego dajmon wyciągnął na świat, kiedy zachodziło Słońce (i wtedy dominowało) i w tamtych dniach nie było to tylko zwykłe Słońce, ponieważ wtedy Słońce wskazywało na Neptuna, tworząc z tą planetą ścisłą kwadraturę, a właśnie obłożenie Neptunem było tym, czego istota (dusza?) Junga potrzebowała, by się odnaleźć w świecie po swojemu i odpowiednio wyrazić.

Takich momentów silnego Słońce (i wraz z nim Neptuna) było wtedy więcej. Ten, kiedy faktycznie mały Jung (Jóńzio) się urodził, miał to do siebie, że jednocześnie Pluton był na imum coeli. (Azymut Plutona 182°16′, czyli tylko 2° odchylenia od IC, zakładając, że znamy ścisłą godzinę.) Pluton! Głębia! W imum coeli, więc „głębia nieba”! – To było to, czego Carl Gustav potrzebował, by zanurkować (Neptun, woda) w głębiny psyche-podświadomości.

Tym, co nas wyciąga na świat, co nas rodzi – lub co biorą pod uwagę nasi dajmonowie, gdy nam każą skakać – są maksima aktywności planet. Momenty, kiedy planeta przechodzi przez osie horoskopu, lub kiedy jest wskazywana przez Słońce lub przez Księżyc; tak się dzieje, kiedy któreś z tych świateł tworzy z tą planetą silny aspekt, a najlepiej koniunkcję. Siłę-wagę planet podnoszą dodatkowo znaki, w których przebywają Słońce i Księżyc i znajduje się ascendent. Np. u Junga Słońce, przez to, że było w Lwie i na początku Lwa, podnosiło wagę samego siebie. Księżyc przez to, że był w znaku Byka, podnosił wagę Wenus. Połączone siły Wenus i Słońca dały Jungowi uwodzicielski oczarowujący wpływ na ludzi. (W tym na kobiety, ale to osobna historia.) Wciąż jesteśmy pod jego czarem, czyż nie?
Wojciech Jóźwiak
2015-09-29
☚ Co na niebie? Czego nas ono uczy? | Cztery osie czyli nasze umocowanie w świecie ☛