Jak astrologia, to tylko harmoniczna!
Astrologia harmoniczna każe widzieć "fale na niebie". To jest nowoczesne podejście, bo sięga po sposoby, którymi oswojono fizyczne fale, od dźwięku, przez światło i fale radiowe aż do fal materii czyli kwantów. Przy tej okazji powstaje wiele arcyciekawych pytań w samej astrologii...
Astrologię harmoniczną wynalazł (tzn. zaproponował i obmyślił jej pierwsze pojęcia i metody) John Addey i przedstawił w książce Harmonics in Astrology wydanej w 1976 r. Że ta książka istnieje, dowiedziałem się kilka lat później i natychmiast sprowadziłem ją do PL, wtedy jeszcze zamkniętej na świat. I co? Zacząłem myśleć pojęciami harmonicznej astrologii. Idee Addeya trafiły u mnie na podatny grunt, bo wcześniej w mojej fizyce zajmowałem się, m.in., harmoniczną analizą w różnych wydaniach.
Kontynuował Addeya zmarły niedawno David Hamblin, którego dwie książki czytam od kilku lat i jego spostrzeżenia staram się przekuć na własne. Te książki to The Spirit of Numbers: A New Exploration of Harmonic Astrology (2011) i Harmonic Astrology in Practice (2019). Hamblin wprowadza pewną wizję astrologii (zaczątkowo obecną już u Addeya): oto prócz planet, które w astrologii są „bytami znaczącymi”, których znaczenia odczytuje zarówno astrolog (z kosmogramu) jak i Natura – ale ta druga „czyta” bezpośrednio z fizycznego układu, tak, że jej „odczytem” jest psyche urodzonego lub charakter wydarzenia – są, jako drugi składnik, harmoniki. Co „robią” harmoniki? Zawierają relacje między planetami. W szczególności, gdy planety znajdą się o kąt 360°/H (gdzie H jest numerem harmoniki), to w tej harmonice będą mieć tę samą fazę, więc w pewnym sensie będą stanowić jedność.
Harmoniki też jak planety są bytami znaczącymi, które swoje znaczenia dołączają do znaczeń planet, i zadanie polega na tym, żeby te znaczenia odgadnąć lub raczej wyekstrahować z badanych kosmogramów i odpowiadających im osób lub wydarzeń. Bo Hamblin (tak samo jak ja i to mi się podoba) stara się iść drogą możliwie mało uprzedzonej (tradycją itp.) empirii.
Dawna, ta tradycyjna astrologia, pracowała (nie nazywając rzeczy po imieniu) z ograniczonym zestawem harmonik: zaledwie nr 1, 2 i 3, ponadto ich niewielkie iloczyny: 4, 6 i 12. Już pochodne od 5-tej harmoniki, czyli aspekty kwintyl, z kątem równym 1/5 okręgu czyli 72°, i jego „bliźniak” bikwintyl równy dwa razy tyle, wywoływały i chyba wciąż to robią u staromyślnych (gr. παλαιόφρονες) astrologów, panikę: bo jak to? Tymczasem wiele horoskopów i urodzonych (z nich) osób jest zupełnie niezrozumiałych, niepojętych, jeśli nie widzi się u nich kwintyli i kwintylowych pierścieni. Przykłady, służę: Hitler. Wojtyła. Putin. Marilyn Monroe.
Dla nas, Harmonicznych, piąta H to już zupełna klasyka. Podobnie siódma. Nowatorstwo zaczyna się od jedenastki. Bo Hamblin za Addeyem uważa, że oryginalne idee czy znaczenia wnoszą harmoniki, których numery są liczbami pierwszymi. (Ładniej by było je nazwać „prymarnymi” i dalej tak piszę.) Liczby prymarne to 2, 3, 5, 7, 11 – i dalej 13, 17, 19, 23, 29, 31... Hamblin uznał, że na liczbie 31 i (nie-prymarnej) liczbie 32 przerwie badania, bo w kosmogramie lub na niebie (na ekliptyce) zbyt ciasno się robi. Faktycznie, okres harmoniki nr 32 równy jest 11.25 stopnia, a „orb” czyli dokładność aspektu, spada do ok. 1/3 stopnia. Jednak wydaje mi się, że faktycznym powodem przerwania listy harmonik w tamtym miejscu był nadmiar danych, głównie biograficznych, które należałoby przerobić przy rosnącej liczbie „ważnych” harmonik.
Harmoniki pociągają wiele pytań. Czy im wyższa harmonika, tym jej znaczenie wyostrza się, czy też przeciwnie, popada w ogólność i (po ang. mówiąc) blur czyli pomieszanie, zatarcie? A porównując znaczenia harmonik do kolorów, to czy ze wzrostem H ich znaczenia stają się bardziej jak kolory nasycone, czy przeciwnie bledną, płowieją?
Jak wielki jest ich orb, czyli różnica punktów, które dana harmonika (jeszcze) rozróżnia? Hamblin przyjmuje, że orb maleje jak 1/H, i jest proporcjonalnie coraz mniejszy dla coraz wyższych harmonik. Ale czy można tę „zdolność rozdzielczą” harmonik ciągnąć aż do nieskończenie małych wartości? W przyrodzie, jak ją widzi fizyka, tak nie można; zabrania kilka barier, a ostateczna jest „bariera Plancka” czyli kwantowa ziarnistość nie tylko materii ale i przestrzeni. Ważność wysokich harmonik pociągałaby wymóg odpowiedniej ostrości pomiaru czasu, w tym oczywiście, czasu urodzenia. Czy można ten moment uchwycić z dokładnością np. do jednej tysięcznej sekundy? No pewnie, że nie. Na dodatek wznawia się prastary spór o to, co właściwie jest „urodzeniem” i jego czasem-momentem?
Ale czym są same harmoniki? Wyobrażamy je jako fale, najlepiej „fale stojące”, fale stojące na niebie wzdłuż ekliptyki. Jaka jest natura tych fal? Co „faluje”? Gdy szukamy bardziej znanych analogii, fizyka przecież zna „fale bez falującego”, gdzie fala jest (dość) dobrze opisana, a pytanie o „falujące medium” pozbawione jest sensu – takim przecież są funkcje falowe w mechanice kwantowej.
Astrologia prosi się, by do niej zastosować pojęcia i opisy wypracowane w „kwantach”. Jednak teoria kwantów jest surowo strzeżona przez stałą „h” pisaną też „ħ” z kreską, stałą Plancka, której glif, jak na niepuszczającego strażnika przystało, naśladuje znak Saturna. Ta stała nadaje fizyczność, ciężar, równaniom, które bez niej byłyby tylko matematyczną fantazją. Może jeszcze kiedyś, o tym i podobnym więcej napiszę.
Wojciech Jóźwiak
2026-03-30
☚ Exupéry, 13-ta harmonika i obcość świata
Podaj swój adres email:
Na ten adres wyślemy potwierdzenie.
— —