prowadzi Wojciech Jóźwiak • od 2004
 

Warto przeczytać .30

  • <<
  • <
  • ...
  • 1
  • 2
  •  
  • >
  • >>

Wojciech Jóźwiak   2022-12-19 08:45:08   30.15705  
Longtermizm: religia z przyszłością
Tomasz Kozak, Krytyka Polityczna, pisze: "Longtermizm: religia z przyszłością". Bardzo dziwne.
Wojciech Jóźwiak   2022-12-23 14:18:23   30.15720  
Czy AI zje astrologię?
Właściwie, powinno się zrobić dokładnie jedną rzecz: nauczyć AI astrologii. Konwersacja z AI wydaje mi się najlepszym przekazem astrologicznych analiz, prognoz i porad.
(Nie udało mi się dostać do tej AI. Serwer przeciążony, prawdopodobnie.)
  • Dziwna #11698 : Wojtku, ja tam byłam, nie warto. Wersja, która jest udostępniona "dla ludu" i za darmo nie ma dostępu do wikipedii czy wiadomości, więc praktycznie potrafi tylko pisać grafomańskie wiersze na zadany temat, umie też rozwiązać zadanie z całkami albo wykryć błąd w programiku w C++. Ale o niczym sensownym z nią/nim nie pogadasz. Na pewno nie o astrologii.
    Te wywiady z AI w Internecie faktycznie robią wrażenie, tylko że to jest inny produkt tej samej firmy, właśnie zaopatrzony w encyklopedyczną wiedzę, uczący się i dobrze symulujący człowieka. Marzę, żeby coś takiego mieć na komputerze :), ale jeszcze nie ma takiej opcji.
  • Wojciech Jóźwiak #11699 : To poczekamy rok, będziemy mieć dobrą AI, za 5 lat genialną i błyskotliwą AI , za 10 lat będziemy mieć kilka tysięcy różnych AI, prócz tych mądrych i poprawnych także AI Świadków Jehowy, płaskoziemców i Plejadan. Astrologiczne i tarotowe AI będą podawać zupełnie różne prognozy, zależnie od tego, która szkoła uczyła daną AI.
  • Wrona #11702 : czy to oznacza, że za rok lub kilka wstawię się na forum ze swoim asystentem...?
  • Wojciech Jóźwiak #11728 : Sztucznie-inteligentne boty będą dyskutować za nas?
  • Soyotik #11740 : AI jest zależna od oprogramowania, i nawet jeśli generuje nowe, to jest ono posładane z tego, co jest. Także mechaniczna astrologia to jest puścić sobie program, który przeklei wedle algorytmu fragmenty jednego lub kilku podręczników. Także czemu nie. Tylko kto napisze te podręczniki? Kto zaobserwuje niuanse i je spisze? hihihi

    A ja czekam jak AI zacznie dyskutować po polsku... ja bym sobie ją chętnie wzięła na pogadankę hehe, byłaby rozrywka ;⁠) Myślę że serwery by się jej mogły przepalić, jakbyśmy zaczęli w naszym języku wygłupy :) Nie wiadomo czego ta inteligencja by się od nas nauczyła, ale nie byłoby to zbyt hehe standardowe ;)
Jedynie prawda jest ciekawa   2022-12-25 12:31:39   30.15726  
Świat sam przynosi odpowiedzi... Polecam wysłuchać
Świat sam przynosi odpowiedzi...
Polecam wysłuchać kazania niezwykle mądrego człowieka ks. Wojciecha Drozdowicza z dzisiejszej, nocnej Pasterki

https://www.youtube.com/watch?v=sYDulyYnEN0

JEst oczywiscie trochę o religii, wierze (w końcu to msza), ale tak naprawdę o człowieku(ks. Wojciech to humanista wyjątkowy), ale też o tym "po co" są te Święta. 

I artykuł. 
Przywołany w kazaniu Matczak. Dużo bardziej dosadnie. 
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,29283876,marcin-matczak-chrzescijanskie-symbole-tych-swiat-nie-sa-latwe.html

pod paywallem, więc zamieszczę (w ramach dozwolonego dzielenia się pod prawem autorskim z osobami bliskimi ;-), bo pewnie mało kto już tę zagubioną w rzeczywistości Wyborczą prenumeruje.



  • Jedynie prawda jest ciekawa #11724 : A Matczaka warto poczytać, bo cytuje Byung-Chul Han'a a więc nie jakiegoś "prawicowego oszołoma", ale guru lewicy.. i co ten guru lewicy o religii mówi... 
  • Wojciech Jóźwiak #11726 : Jedynie Prawdo, Twoje wpisy przeniosłem to tego wątku, tu im jest lepiej.
Jedynie prawda jest ciekawa   2022-12-25 12:32:19   30.15727  
Marcin Matczak: Chrześcijańskie symbole tych Świąt...

Marcin Matczak: Chrześcijańskie symbole tych Świąt nie są łatwe i przyjemne

WOLNA SOBOTA22.12.2022, 16:00

Marcin Matczak

Ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie.

Czy potrafimy jeszcze świętować? Ależ to podchwytliwe i wieloznaczne pytanie! Świętować religijnie czy ateistycznie? Tradycyjnie czy na swój własny sposób? Razem czy osobno? Co to w ogóle znaczy „świętować"?

Z drżącym sercem biorę się za ten świąteczny esej, bo stoi przede mną dylemat: napisać przyjemnie, w stylu „Listów do M.", czy może zdestabilizować pachnący pierniczkami nastrój i napisać drażniąco, w stylu „Opowieści wigilijnej"? „Listów do M." w święta wszędzie pełno, „Opowieści wigilijnych" mało, bo się słabo klikają. Zatem wybór prosty – nie będę woził drewna do lasu.

Będzie to esej o tzw. ateistycznych świętach. Stały się one tak popularne, że dorobiły się poradników. Na portalu „Living on my own" czytamy: „Jeżeli ateiści czy inne osoby świeckie postanowią obchodzić Boże Narodzenie, mogą to robić:

1. Na swój sposób, tworząc i kultywując unikalną rodzinną tradycję;

2. Względnie tradycyjnie, zapożyczając formę z tradycji chrześcijańskiej, ale bez treści, tj. posiłkując się elementami wizualnymi, dźwiękowymi, kulinarnymi itd., jednak bez odczytywania Biblii, modlenia się i odwoływania do sfery sakralnej;

3. Wspólnie z wierzącą rodziną, której chcą towarzyszyć. Podobnie uczestniczą w chrzcinach, komuniach, ślubach czy pogrzebach, po prostu nie modlą się wraz z innymi".

Nie mam nic do ateistów. Problem w tym, że tak, jak powyżej opisano, wyglądają współcześnie Święta coraz większej liczby katolików. Oni też zdają się zapożyczać formę z tradycji chrześcijańskiej, ale bez treści. Święta bez rzeczywistego świętowania to więc problem o wiele szerszy. I tu czas na główny element drażniący: ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie. To nędzna proteza prawdziwego świętowania, które prawdopodobnie nie jest już możliwe. A uczy nas tego nie papież Franciszek, ale guru wyzwolonych, postępowych lewicowych umysłów Byung-Chul Han, którego eseje wydaje w Polsce Krytyka Polityczna. Widać to jednak dopiero wtedy, gdy tego urodzonego w Korei, niemieckiego filozofa, słusznie nazywanego nową gwiazdą światowej humanistyki, doczyta się do końca.

Kto i po co skancelował rytuały

We wprowadzeniu do zbioru esejów Hana „Społeczeństwo zmęczenia" Rafał Pokrywka pisze, że Han łączy idee, na które natknąć się można zarówno po progresywnej, jak i konserwatywnej stronie. Do pierwszej grupy należy krytyka neoliberalizmu i kapitalizmu z ich promocją produktywności i „amoku optymalizacji", a także potępienie inwigilacji oraz postulowanie wspólnoty – charakterystyczne elementy myśli lewicowej. Są jednak w myśli Hana obecne i inne elementy: obrona społecznych hierarchii, ukazanie wagi rytuału i świętowania. Te ostatnie, pisze Pokrywka, mogą budzić „podejrzenie o retropijny zwrot ku przeszłości". I budzą – do tego stopnia, że do polskiego zbioru esejów Hana nie trafił jego najbardziej konserwatywny zbiór esejów, czyli „Zniknięcie rytuałów". Przypadek? Nie sądzę.

W „Społeczeństwie zmęczenia" Han skupia się na problemie pracy, alienacji i wypalenia. Pokazuje, że kult produktywności zamienia się w kult eksploatacji, a ta wchodzi na wyższy poziom wyrafinowania – już nie tylko eksploatacji jednego (pracownika) przez drugiego (kapitalistę), ale na poziom autoeksploatacji. O niej piszą takie konserwy, jak na przykład Matczak, próbując ukazać je w bardziej przyjaznym świetle jako samodoskonalenie się. W odpowiedzi na problem przepracowania głosi się postulat przerwy i odpoczynku. O tym Han pisze w akurat przetłumaczonym przez Krytykę eseju „Czas święta. Świętowanie w czasie sprofanowanym". Bo czyż święto nie jest doskonałą okazją do przerwy, odpoczynku, naładowania baterii?

Otóż nie, bo człowiek według Hana nie jest akumulatorem. I tu właśnie niemiecki filozof zaczyna myśli postępowej robić problemy. Pisze, że święto nie jest po prostu przerwą od pracy. Gdyby tak było, byłoby jej dalszym ciągiem – planowym elementem procesu, który ostatecznie ma zwiększyć produktywność. Wszak człowiek wypoczęty będzie pracował jeszcze wydajniej. A nie o to w świętowaniu chodzi. Człowiek nie jest koniem, któremu trzeba od czasu do czasu zapewnić przerwę, żeby nie padł. W świętowaniu chodzi o coś więcej i w tym miejscu pojawiają się nieco pominięte przez lewicowych tłumaczy Hana świąteczne rytuały.

Mamy komunikację, nie mamy wspólnoty

Święto jest wspólnotowym doświadczeniem religijnym, mówi Han. Stąd się wzięło i taki jest jego głęboki sens, który oczywiście współcześnie się zatraca. Cech święta religijnego Han szuka w etymologii „religii" – w czasownikach „ligare" i „religare" (wiązać, łączyć), czyli w łączności z bóstwem, ale także z innymi, a więc w doświadczeniu wspólnoty, Szuka ich w czasowniku „relegare", oznaczającym „badać", „zauważyć" czy „kontemplować". Dlatego święto jest dla Hana przeciwieństwem życia aktywnego (vita activa), po drugiej stronie leży jednak nie relaks czy przyjemność, ale życie kontemplatywne (vita contemplativa). Doświadczenie Święta ma tworzyć więc wspólnotę zgromadzoną wokół wspólnych symboli oraz zmusić do zatrzymania, do uważności, skupienia na czymś ważnym. „To właśnie niemożność zatrzymania się w kontemplacji tworzy siły odśrodkowe, które powodują ogólny pośpiech i rozproszenie".

Pisze Han, że skupienie się na ważnych, wspólnych symbolach tworzy wspólnotę bez komunikacji. Tymczasem chorobą współczesnego świata, która uwidacznia się w czasie świąt świeckich, jest komunikacja bez wspólnoty. „Dzisiejszy kryzys wspólnoty to kryzys oddźwięku. Cyfrowe kanały komunikacji wypełnione są studniami pełnymi echa, w których słyszymy głównie nasze własne głosy. Lajki, znajomi i followersi nie zapewnią nam oddźwięku; wzmacniają jedynie echo naszego własnego >>ja<<".

Pokolenie Instagrama nie ma wspomnieńZAPISZ NA PÓŹNIEJ

Widać to w popularnym współcześnie sposobie świętowania – w Wigilii Wi-FI. Niby wszyscy są w jednym miejscu, ale każdy, za pomocą telefonu, gdzie indziej. Mnóstwo komunikacji tu się odbywa, zero wspólnoty się tworzy. Problem bowiem w tym, że kiedy Święta stają się po prostu przerwą od pracy czy nauki, trzeba tę lukę czymś wypełnić. I tu uwidacznia się problem podstawowy – wszyscy wiedzą, że chcą pracować mniej, niewielu wie, co z wygospodarowanym w ten sposób czasem zrobić.

Internet to zbiór atomów, nie opowieść o świecie

Najłatwiejszym sposobem jego wypełnienia jest konsumpcja, niekoniecznie konsumpcja rzeczy. Progresywne myślenie o pracy i świętowaniu jest głęboko niekonsekwentne. Nie dostrzega, że skrócenie czasu pracy nic nie daje, jeśli nie ma pomysłu, jak wartościowo wypełnić czas wolny, którego jest więcej. Bo, jak pisze Han, jeśli ten czas pozostaje niezorganizowany przez rytuały, staje się czasem konsumpcji - nie tylko karpia czy pierogów, ale przede wszystkim emocji. „W konsumowaniu emocji nie odnosimy się do rzeczy, ale do siebie. Tym, czego szukamy, jest emocjonalna autentyczność. Konsumpcja emocji wzmacnia więc narcystyczną relację do samych siebie". Ostatecznie ta konsumpcja, dokonywana głównie przez media społecznościowe, prowadzi do wypalenia. Jak praca.

Konsumpcja emocji to na przykład binge-watching – nałogowe oglądanie seriali na Netflixie. To scrollowanie smartfona: oglądanie postów na Facebooku czy Instagramie, ciągłe przewijanie krótkich filmików na TikToku. Idea „rolki", którą znamy z mediów społecznościowych, dobrze oddaje nieskończoność tej konsumpcji. Przewijasz i przewijasz, a dopływ nowych treści i dopaminy nigdy się nie kończy. Kotek, dziecko, śmieszny skecz, wypadek, wywiad z celebrytą, kotek, dziecko, aligator, śmieszny skecz, teleturniej. I tak w kółko, aż oglądający zamieni się w zombi z niebieską, naświetloną ekranem twarzą. Nie ma przerwy, nie ma ciszy. A to, co święte, mówi Han, wymaga milczenia: „Cisza daje początek słuchaniu. Towarzyszy jej szczególna chłonność, głęboka kontemplacyjna uważność. Dzisiejszy przymus komunikowania się sprawia, że nie możemy zamknąć ani oczu, ani ust. To desakralizuje życie".

W sieci konsumuje się treść, która jest pozbawiona jakiejkolwiek struktury. Nie jest żadną opowieścią o świecie, ale zbiorem atomów czasu, nieuporządkowanym przez wspólny sens, przez opowieść, która może zakończyć się jakimkolwiek morałem, jakąś interpretacją z tego zbioru wyprowadzoną. A jak nie ma porządku i sensu, to jest chaos, niepokój i ciężar psychiczny, które prowadzą do wypalenia, dokładnie tak samo, jak robi to bezsensowna praca. Han: „Czas atomizowany jest czasem nieciągłym. Nie ma nic, co by wiązało zdarzenia ze sobą i w ten sposób znajdowało związek, trwanie. Zmysły są więc konfrontowane z tym, co niespodziewane i nagłe, co z kolei wywołuje rozproszone uczucie niepokoju".

Zatem święto jako przerwa od pracy, którą wypełnia się konsumpcją, dzisiaj głównie konsumpcją emocji, to duży problem. Społeczeństwo odchodzące od religii, ku czemu ma milion dobrze uzasadnionych powodów, napotyka go coraz wyraźniej – nie wie, jak świętować w świecie bez religii, w jaki sposób zastępczo realizować funkcje, których ona już realizować nie może. Jakie dokładnie są te funkcje prawdziwego świętowania?

Świąteczne rytuały religijne są z zasady wspólnotowe – w teorii przynajmniej skupione na wspólnym rozważaniu istotnych dla wspólnoty symboli. Nie jest nim konsumpcja pozytywnych emocji, na przykład wynikająca z oglądania pełnej ładnych figurek czy zabawek świątecznej szopki. Nie jest nią także konsumpcja emocji złych, na przykład nienawiści do innych, której można było nieraz doświadczyć w kościołach przy okazji świątecznych szopek czy wielkanocnych grobów, zamieniających się w ideologiczne ołtarze politycznej propagandy (vide Groby Pańskie w gdańskiej parafii św. Brygidy za czasów księdza Jankowskiego).

To nie są święta łatwych emocji

Poważna kontemplacja symboli bożonarodzeniowych nie prowadzi też do emocji łatwych. Katolicki adwent jest symbolem oczekiwania eschatologicznego – na koniec świata, choćby miał to być koniec naszego świata indywidualnego. Gdyby przedstawić adwent w formie znanego memu z dwoma psami: jednym wielkim i silnym, drugim słabym i małym, adwent byłby w odbiorze społecznym żałosnym odpowiednikiem rozmyślań na Heideggerem i jego byciem-ku-śmierci. A przecież jest na głębokim poziomie dokładnie tym samym – choć Heideggerem da się zabłysnąć w towarzystwie skuteczniej niż chodzeniem na roraty. To oczywiście wina zdziecinnienia religii, której często dopuszcza się Kościół hierarchiczny.  A my na to zdziecinnienie przystajemy, bo chęci do myślenia o własnym końcu w nas nie ma. Pisze Han w „Społeczeństwie paliatywnym", że każdą myśl o śmierci i bólu współczesny człowiek od siebie odsuwa, by nie utrudniać żywiołowej konsumpcji, do której one nie pasują: umarli napotykają bowiem istotne przeszkody w kontynuowaniu konsumpcji.

Także post poprzedzający święta religijne jest ważnym symbolem. Ma – przez doświadczenie braku – uwypuklić wartość bycia. Han pisze, że takich doświadczeń współcześnie nam brakuje. Zawahanie się, oczekiwanie, deficyt – te zjawiska usuwamy z naszego życia, bo także one utrudniają konsumpcję. Czas to pieniądz, nie można więc go roztrwonić na czekanie.

Symbolika żłobu jest także mało przyjemna. Betlejemska grota, którą zwykliśmy przedstawiać artystycznie jak coś w rodzaju luksusowego namiotu z sziszą, znanego z wakacji all-inclusive w Hurghadzie, była zapewne bardziej podobna do chlewu. Idea Boga, jak pisze Jordan Peterson, jest tak powszechna, ponieważ ludziom potrzebna jest idea najwyższego ideału, choćby po to, aby umieć mierzyć od niej odstępstwa. Czy od kolejnej porcji sernika nie jest ciekawsza refleksja, dlaczego Boże Narodzenie, które symbolizuje wejście ideału w ludzką historię, wcielenie doskonałości w niedoskonałość, musiało prowadzić do jego zbrukania? Dlaczego ten ideał musiał sięgnąć gnoju?

Mimo wielkiej mądrości Han nie daje odpowiedzi, co, w świecie upadku wspólnych symboli, mamy wspólnie kontemplować. A my kontemplujemy chętniej sałatkę warzywną w majonezie niż żłób. Nie daje odpowiedzi, jak w tym świecie wyznaczać cele, choć mówi, że są one konieczne. Bez nich święto zamienia się w czas cierpienia na „niedzielną depresję", o której pisał także Viktor Frankl, autor „Człowieka w poszukiwaniu sensu". Nie mówi Han także, jak dokładnie mamy budować wspólnotę. Prywatne rytuały nie zapewniają poczucia wspólnoty właśnie dlatego, że są prywatne. Picie kawy, czytanie książek, chodzenie na spacery to miłe rutyny, nie wspólnotowe rytuały. Mówi za to Han, że święto wymaga piękna – a ono także wymaga pracy. Ponownie więc święto nie jest po prostu przerwą od codziennego wysiłku, ale całkiem innym jakościowo czasem niż czas zwykły.

Święta nie pasują do społeczeństwa TikToka

Wiemy to dzięki religijnej, nie ateistycznej idei święta. Może więc jesteśmy wszyscy sierotami po religii? Popyt na świąteczne, wspólnotowe rytuały jest wśród nas spory, ale wraz ze spektakularnym upadkiem religii podaży nie ma. Więc próbujemy te rytuały nieudolnie zastąpić: kuligiem, ogniskiem i wspólnym patrzeniem w ogień, które od biedy tworzy jakąś wspólnotę bez komunikacji. Ale nawet te zastępcze rytuały znikają – z mojej obserwacji wynika, że brakuje chętnych nawet do wspólnego śpiewania kolęd, jednych z niewielu polskich pieśni, w których ludzie znają więcej niż pierwszą zwrotkę. Zaś unikatowe, rodzinne tradycje, jak sama nazwa wskazuje, są unikatowe, nie tworzą zatem wspólnoty szerszej. A więc znów atomizacja i to okropne, neoliberalne, indywidualne realizowanie swoich celów. Sfera sacrum się kurczy, sfera profanum rozszerza. Jej znakiem rozpoznawczym jest polityka, która dociera już wszędzie, dzieląc stół wigilijny aż do sianka pod obrusem.

Wreszcie pisze Han o przekleństwie transparencji, które także dopada nas w Święta. Ekspozycja, „produkcja samego siebie" jako przedstawianie siebie światu, promowanie się – to wszystko przynoszą świąteczne media społecznościowe. Han bardzo ostro porównuje tę potrzebę autoprezentacji do pornografii. Tak jak pornografia jest anomalią, bo to seks całkowicie odsłonięty, bez elementu tajemnicy, zakrycia, tak anomalią jest życie bez tajemnicy, bez nieznanego.

Pornografia autoprodukcji i autopromocji jest widoczna najbardziej w tym, co ludzie robią na TikToku – stosunkowo nowym, przerażającym medium. Niewiele tam kreatywnej treści. Wiele ciągłej prezentacji siebie, jako kogoś, kto powtarza słowa innych, imitując ruchem ust piosenkę, którą skomponował ktoś inny. To niewola „tego samego", jak pisze Han, w której człowiek nie ma żadnych szans na dążenie do oryginalności. TikTok jest niesłychanie dołujący w tym ślepym naśladownictwie, które służy wyłącznie autopromocji. Ale popularność zjawisk popkultury to zawsze odbicie głębszych zmian, które w nas zachodzą.

Han pisze, że ciągłe prezentowanie się innym jest bardziej szkodliwe i wypalające niż praca. „Każdy wytwarza siebie, aby zwrócić na siebie uwagę. Przymus wytwarzania siebie wyraża się w przymusie komunikacji i niesie ze sobą przymus dobrego przedstawienia. Przedstawienie różni się od pracy. W przypadku pracy ego nie musi zajmować centralnego miejsca. W przypadku przedstawienia ego odnosi się do samego siebie. Nie tylko produkuje jakiś przedmiot, ale także produkuje siebie. Narcystyczny podmiot performansu eksploatuje siebie dobrowolnie i z pasją aż do załamania. Optymalizuje się na śmierć. Jego upadek nazywamy depresją lub wypaleniem".

Święta w ujęciu religijnym nie pasują do społeczeństwa transparencji, bo z założenia mają w sobie tajemnicę. A tajemnica jest przeciwieństwem przejrzystości. Ludzie kpiący z religii nie dostrzegają tego – dla nich wszystko jest przejrzyste, a co jest zasłonięte, wymaga odsłonięcia. Narzędziem odsłaniania tajemnicy ma być rozum – ten sam, który tyle razy już ludzkość zawiódł i który wyjaśniał nieznane przez najdziwniejsze, później wytrwale dekonstruowane konstrukcje. Jak pisał Dean Koontz, „bezmyślne przyjęcie irracjonalności jest po prostu szaleństwem. Ale przyjęcie racjonalności przy jednoczesnym odrzucaniu istnienia jakiejkolwiek tajemnicy życia i jego sensu – to nie mniejsza forma szaleństwa niż gorliwe oddanie się nieracjonalności".

"Kevin sam w domu" świadczy, że tęsknimy

Może jest więc filozofia Hana szansą na zasypanie kolejnego rowu dzielącego Polaków – na wierzących, którzy zarzucają niewierzącym płytkość, i niewierzących, którzy zarzucają wierzącym zabobon i zacofanie. W świetle tego, co pisze Han, wstydzenie się świątecznego zabobonu samo może być zabobonem. Święto zasługuje bowiem na głębszą refleksję, na zatrzymanie i skupienie na czymś innym niż bezmyślne konsumowanie przyjemnych bodźców. Skoro w Święta chodzi o to, by siebie nawzajem zauważyć, to może te świąteczne zabobony odpowiednio realizowane nam taką uważność ułatwią.

Niekoniecznie przez rytuał oglądania „Kevina samego w domu" czy „Znachora", choć łagodna nostalgia, z którą podchodzimy do tych niezmiennych punktów świątecznego programu, jest najlepszym dowodem, że za stałością rytuałów jakoś tęsknimy. Może przez rytuały, które obejmują nie tylko nasze oczy czy uszy, ale również całe nasze ciało. Pisze Han, że prawdziwe rytuały zmuszają do zaangażowania w świecie. Oznacza to na przykład, że wspólne budowanie karmnika dla sikorek jest lepsze niż wspólne czytanie o sikorkach.

Buntownik z NazaretuZAPISZ NA PÓŹNIEJ

Czy jest Byung-Chul Han konserwatywnym koniem trojańskim, którego Krytyka Polityczna wprowadziła do polskiego postępowego myślenia? Nieważne. Ważne, jak bardzo pomaga zrozumieć tragizm naszego położenia. Zatopieni w konsumpcji, bez szans na pełną uważności kontemplację (niby czego?), skazani na pornografię autoprezentacji, bez rytuałów i prawdziwego świętowania pozostaniemy ludźmi komunikującymi się z samym sobą w mediach społecznościowych, które są jak studnie: odbija się w nich echo naszego własnego głosu. I tak powoli będziemy się przekształcać w społeczeństwo TikToka – ludzi z własnymi, wyizolowanymi kanałami prezentowania się światu, w ramach których będziemy nieudolnie ruszać ustami do tekstów, które w danej chwili są najbardziej popularne. Bez wspólnoty, bez głębi myślenia, bez tajemnicy, bez ciszy, bez sacrum.

Biedne, wypalone maszyny do pracowania w dni robocze i do konsumowania w Święta.

 

  • Dziwna #11729 : Ten tekst Matczaka jest obraźliwy po prostu. I prymitywny, bo rozgranicza ludzi na dwa plemiona: a) wierzących (oczywiście katolików), głębokich i czułych oraz b) tych powierzchownych niewierzących którzy chcą się "podczepić" pod Święta "bo wypada".  
    Nie jestem chrześcijanką czy katoliczką ale nie uważam się za "wypaloną maszynę do pracowania i konsumowania".  I znam wielu nie-katolików, nie-chrześcijan którzy są ludźmi refleksyjnym i stawiającymi sobie "najważniejsze pytania". Tyle, że nie szukają odpowiedzi w Kościele.
    Wierzący tak samo jak niewierzący szukają wspólnoty z innymi ludźmi i Tik-Tok czy inne "cuda techniki" nie mają tu nic do rzeczy - jedni używają, inni nie ale to nie ma nic wspólnego z byciem lub nie byciem katolikiem!! 
    Tak samo skłonność do refleksyjności czy wyższych uczuć nie ma nic wspólnego z chodzeniem do kościoła, tego czy innego. 
    Ja świąt, żeby nie było, zbytnio nie lubię i nie obchodzę. Poza Wigilią, którą wymusza na mnie mój partner, będący niewierzącym Żydem. Bo to jest polska tradycja, którą on uwielbia i cieszy się jak dziecko. Coś w tym złego? Nie wydaje mi się.  
    To są święta RODZINNE przede wszystkim. Tradycyjne polskie. Jezus, o ile istniał i tak nie urodził się w tzw. Boże Narodzenie.
  • Jedynie prawda jest ciekawa #11731 : Dziwna: ja to widzę inaczej. Nikt nie mówi, że to mają być katolickiej Święta. Choć oczywiście są. Od tego nie uciekniesz. Tzn. kulturowo przecież wiele tradycji katolickich tak się wryło w codzienność, że będąc ateistą czy buddystą w Polsce nie da się uciec od życia w rytmie tradycji katolickich. To jest fakt i od tego nie ma ucieczki.
    Ja widzę to tak, że Matczak pisze o braku głębi w ogóle. Braku refleksji, zatrzymania się w biegu. 
    O tym, że internet i jego mechanizmy nas ogłupiają i spłycają. 
    Więcej o tym w ciekawej debacie Zybertowicza z Bartiosiakiem

    https://www.youtube.com/watch?v=CAmkorQRm-M
  • Wojciech Jóźwiak #11732 : Zgadzam się z Dziwną co do oceny tekstu Matczaka: prymitywny, obraźliwy i drażniący. W papierowym wydaniu rzuciłem nań okiem i zdziwiłem się, że ta Wyborcza już w aż taką piętkę goni. Własną sektę zakłada?
  • Jedynie prawda jest ciekawa #11733 : I w wątku dyskusji

    Ciekawy tekst Hartmana 

    https://hartman.blog.polityka.pl/2022/12/24/jak-nam-ksiadz-matczak-swieta-urzadzil/

    Dziwna: chyba (tak mniemam) Tobie bliżej do stanowiska Hartmana. 

    Hartmana szczerze nie trawię, uwazam, ze to buc zadufany w sobie, którego ego idzie 5 metrów przed nim, ale tekst wart przeczytania. Dużo z niego wyniosłem

  • Jedynie prawda jest ciekawa #11734 : @ Wyborcza - Panie Wojciechu... chyba degeneracja tej grupy poszła tak daleko, a zasięgi spadły tak bardzo, że zrobią wszystko, by spróbować się reaktywować... Michnik chciał mieć "rząd dusz",a został wyrzucony na śmietnik. 
    Osobiście płakać po nim nie będę.
  • Dziwna #11735 : Tak, JedyniePrawdo, ja akurat Hartmana lubię. I chociaż nie zawsze się z nim zgadzam, to pod tym jego tekstem "podpisuję się". A Matczaka uważam za buca. Wesołych Świąt :)! 
  • Jedynie prawda jest ciekawa #11736 : Wesołych Świąt:-)
    Dyskusje "na styku" są ciekawe. Gdy iskrzy to lepiej widać:-)
  • Wojciech Jóźwiak #11737 : To wszystko, co czytamy, te wszystkie dyskusje w pop-prasie i pop-mediach to są jakieś popłuczyny, piąte wody po kisielu, pranie od nowa wciąż tych samych szmat, zero w tym oryginalności, zero ducha czasu. Nudne to jest.
  • Dziwna #11738 : Wojciechu - no to co jest oryginalne, nienudne i oddaje ducha czasu? Twoim Zdaniem?
  • Wrona #11742 : tez jestem temu ciekawa...
  • Lunaria #11743 : Z trudem przebrnęłam przez ten artykuł. 
    Jak już piszemy o tradycjach, to przydałoby się chociaż wspomnieć skąd one się wzięły. Chrześcijaństwo niewiele samo wymyśliło i większość symboliki używanej podczas świąt przesilenia zimowego to symbole pogańskie.
  • Wojciech Jóźwiak #11745 : Co jest oryginalne, nienudne i oddaje ducha czasu? -- Ależ odpowiedź mamy w astrologii, w wielkich cyklach planetarnych. Odpowiedzi lub próby odpowiedzi na pytania: Co zmieniła koniunkcja Saturn-Pluton, ta w 2020 r.? Co zmieniła kwadratura Saturn-Uran 2021-22? Co zmienia wejście lub raczej powolne wchodzenie Plutona do Wodnika? Co może zmienić spodziewana w l. 2025-6 koniunkcja Saturna i Neptuna? Przecież te zmiany są fundamentalne. Świat się  chwieje, a Idioci w redakcjach p...lą o "tajemnicy trzech mędrców" lub o tym, jak ubodzy duchem są ateiści. Ja rozumiem, że dla nowego dziecka wszystko wydaje się oryginalne, ale od ludzi dorosłych należy więcej wymagać. Astrologia jest tu pomocna o tyle, że bierze już część pracy na siebie -- mam na myśli pracę nad oddzieleniem tego, co zgodne z duchem czasu, a co nie. Ciekawe, że były okresy w niedawnej historii, kiedy występowało wielkie pożądanie przyszłości, nowego wyłaniającego się świata. Twórczość malarska Picassa albo Kleego jest zrozumiała tylko pod tym kątem. Albo Witkacy. Albo Lem. Albo cały ruch "bitlesów/hipisów" lat 1960-tych. A teraz promowani są autorzy, którzy zawieszają się na całkiem znoszonych mitologiach.
  • Wojciech Jóźwiak #11755 : Paweł Droździak o Matczaku i nie tylko. Fascynujący już sam tytuł: "Społeczeństwo zmęczenia i obchody Christmasu". Pisze dokładnie o tym, co i nas poruszyło, a Jedynie Prawdę Jest Ciekawą szczególnie. Uwaga: tekst jest trudny i głęboki mimo pozoru lekkiej publicystyki. W ogóle Paweł Droździak jest jednym z najciekawszych PL autorów. Przy okazji: enneagramowa Szóstka Adwokat Diabła straszny. Droździak bez litości obala (linię rozumowania) Matczaka. Ale zrobiwszy to dochodzi do wniosku, który jest tak samo betonowo-konserwatywny lub nawet bardziej.
  • Wojciech Jóźwiak #11762 : Przeczytałem jeszcze raz teksty Matczaka, Hartmana i Droździaka. Mam wrażenie, że każdy pisze o czymś innym. Droździak zaś czyni wrażenie, że nie czytał Matczaka. Być może wystąpiło zjawisko, że czytasz czyjś tekst, a podstawiasz pod to własne mentalne opowieści. Zdarza się to typowo, sam się na tym łapałem. Matczak nie przestawia własnej "oryginalności" tylko referuje poglądy Hana. Książka Hana tu jest: wydawnictwo.krytykapolityczna.pl/spoleczenstwo-zmeczenia-i-inne-eseje-byung-chul-han. Kupiłem wczoraj jak mobi, ale jeszcze nie czytałem.
Wojciech Jóźwiak   2022-12-25 22:14:18   30.15728  
Mistrzów nie ma, zniknęli. Kto zamiast?
40 lat temu czyli około 2 cykle Saturna-Plutona temu, było wielkie zapotrzebowanie, popyt i pożądanie mistrzów. Duchowych. Ja wtedy poznałem ś.p. Leona Zawadzkiego, który był bardzo spiritual-master-oriented. Potem praktykowałem buddyzm Karma Kagyu, który tym bardziej jak wszystkie buddyzmy był master-oriented. Kagyu miało mistrza bezpośredniego Olego Nydahla, nad nim czuwał i zza jego pleców świecił wielki ale nieżyjący już Karmapa, plus przyjeżdżali świątobliwi lamowie. Wszyscy mistrzowie! Niektórzy moi koledzy rówieśnicy znaleźli mistrzów w zenie. Niektórzy trzymali się jednego mistrza, inni ich wymieniali, gdy dlaczegoś nie pasowali. Długo by opowiadać. Ale teraz tego pożądania mistrzów wcale się nie czuje! Nie ma takiego ciągu. To jest ekstra-ciekawe zjawisko. Dlaczego mistrzowie wygaśli? Dlaczego przestali być potrzebni, szukani i wyczekiwani? Ale kogoś przecież potrzebujemy, szukamy i wyczekujemy, prawda? Nie mistrzów, ale kogo? Ja sam jestem oriented nie na mistrzów (jak powiedziałem) tylko na ludzi, którzy wydają mi się interesujący przez to, że poszerzają horyzonty. Wydają się inspirujący. Chociaż są całkiem "świeccy" i młodsi ode mnie, często znacznie i mogliby być moimi synami/dziećmi. Gdyby nie moja ostra fobia społeczna, to bym czynił starania, żeby ich poznać osobiście i namówić na rozmowy. Wyliczam: Jacek Bartosiak. Jacek Dukaj. Szczepan Twardoch. Andrzej Dragan. Kilku (innych) znam, niektórzy pisali w Tarace, kiedy jeszcze jakoś funkcjonowała.
  • Dziwna #11746 : Dzięki Internetowi każdy może poczuć się mądrym. Znaleźć rozwiązanie na każdy problem, albo 10 konkurencyjnych rozwiązań. 
    Jak chcę np. nauczyć się medytacji, to wchodzę na Amazon i mam tam do wyboru kilkadziesiąt książek dla początkujących i bardziej zaawansowanych. Nie mówię, czy te książki są dobre, czy nie no ale są i obiecują dostępną, szybką wiedzę. Kupić taką książkę (z natychmiastową dostawą na Kindle'a) jest znacznie prościej niż szukać jakiegoś Mistrza, gdzieś jeździć albo po jakichś bibliotekach chodzić czy od znajomych jakieś zeszyty odbite na ksero pożyczać, jak  to było jeszcze w latach 80-tych zeszłego wieku. 
    Jak chcę się nauczyć gotować, to na youtubie mam pierdyliard tutoriali, i zalew blogów kulinarnych w Internecie, i książek kucharskich na Allegro. 
    I tak jest ze wszystkim.
    I tak jak wiedza zyskała na dostępności, tak i Mistrzowie "stanieli". Jest dużo ludzi upatrujących karierę w tym, żeby uczyć innych, jak żyć. Dzięki mediom łatwo takim osobom wypromować się i sprzedać swoje usługi, ale też przy zalewie "mistrzów" trudno wszystkich obdarzać szacunkiem. 
    No i porównuje się jednych z drugimi, czerpie trochę od jednego, trochę od drugiego. Każdy człowiek korzystający z netu widzi dużo alternatyw dla danej diety, danego sposobu praktykowania jogi czy tam nawet danej wizji geopolityki :). A wszystko to z własnego wygodnego fotela. Tak już jest i będzie.

    Ciekawy wybór "mistrzów" na dziś. Pragnę wszak zauważyć, że to, że ktoś jest dobrym i "soczystym" pisarzem nie znaczy, że jest mędrcem :)
  • Soyotik #11747 : Ja się zgadzam z Dziwną, dużo można czytać, wiedza jest dostępna, np zaczynam szyć na maszynie, to mam tyle opcji, co moja mama mogła pomarzyć 30lat temu. Dawniej chciałam poczytać o medytacji to szłam do biblioteki i co ciekawe to przepisywałam w czytelni, teraz są streamingi, książki w pdf, apki, kursy, kursy on line, tylko czasu i pieniędzy. A jak się jest upartym, to często można darmo wykopać mega ciekawe rzeczy, zwłaszcza jak się zna jakieś języki, choćby angielski.
    Inna rzecz, że ciężko wybrać, wszystko co łatwe do znalezienia jest wypozycjonowane i już przerobione na lekostrawny produkt. Zaletą jest, że więcej zwykłych ludzi może skorzystać, wadą, że trzeba się postarać znaleźć coś więcej, ponad "sufit produktu".
    Ma to plusy, że można się doszukać taniej, a nie być zdanym na łaskę, że jedna osoba wie i wiedzy nie oddaje, jak to dawniej bywało poza cech, rodzinę, towarzystwo. Aczkolwiek jak się człowiek dostał do grupy, to wiedział, że otrzyma wiedzę po "terminowaniu".

    Także są i plusy, są i minusy.

    Poza tym czytałam, że do mistrzostwa to 10000 godzin trzeba rzecz praktykować, jakąkolwiek... a być instagramową celebrytą/ką ma niższy próg wejścia i spodziewane kokosy wydają się większe. 

    Tak sobie myślę...
    Być mistrzem, no ok, ale nikt nie wybiera tego jakob"zawodu". Po prostu pasja, lub chęć bycia kimś pchają do pracy nad tematem, a po czasie zaczyna ktoś być wzorem. I wszyscy pytają o wskazówki.
    Ogólnie... mistrz jako ktos kto jest super w czymś i się naśladuje? No to zwykle pytanie 1 co jest tym czego chcę/ podoba mi się itp. 2 Czy ktoś jest żyjący, co ogarnia na wysokim poziomie. 
    Ja np. spotkałam kilku mistrzów i "grandmastera" w tai chi. I są super, i aż dech zapiera jak coś pokazują i są wzorem i wszelkie wskazówki są na wagę złota. No ale np. nie wnikam w ich życie prywatne i nie sa moimi wzorami. Czy to coś ujmuje? Nie sądzę.
    A Ole Nydal to chyba też był znany tym, którzy się buddyzmem interesowali, np. moi rodzice nie wiedzieliby o kim mowa.

    Patrząc po sobie, to ja na mistrzów duchowych nie jestem zorientowana. Bo szukałam i nie znalazłam. Tzn. są ludzie co np. wspaniele budzą do duchowości, co są mądrzy i potrafią doradzić, są w czymś mistrzami jak tai chi i jak mam możliwość kontaktu bardzo się cieszę. A nie umiem patrzec jak w obrazek bez zadnej dyskusji, że co powie to ja tak będę robić, no mój Uran i mój Neptun nie pozwalają. Jestem bardzo zorientowana na nauki duchowe... ich jakość, na inspirację. 
    Byłam kiedyś w pracy początkującym pracownikiem, miałam doświadczonych kolegów i koleżanki, atmosferę, było kogo zapytać, miał kto doradzić, pouczyć, a nawet życiowo wesprzeć. Oni tworzyli z mojej perspektywy firmę. Oczywiście, jak to w korpo, powoli ktoś zmieniał stanowisko, poszedł na macierzyński, ktoś odchodził... i w pewnym momencie trochę brakło tych mentorów, tej atmosfery, poczucia opieki. I dużo nad tym myślałam wtedy, aż doszłam do wniosku, że już i ja mam ciut stażu i muszę zdecydować, czy chcę być twórcą atmosfery, czy ciągle szukać opieki. Wybrałam tworzenie i byłam wsparciem w zespole, potem zmieniłam stanowisko i regularnie wspieram mentalnie różne zespoły. Spotykam bardziej doświadczonych, ale tworzymy razem. 
    Takie małe wybory są dzisiaj ważne. Dla takich zwykłych ludzi ciągle poganianych do efektywności. Mistrz nie jest potrzebny, albo może nie jest tak absolutnie na szczycie, gdy samemu bierze się odpowiedzialność za swoje wybory.

    Jeszcze są kwestie pozowania na mistrzów, guru samodoskonalenia, mistrzostwa jako produktu, tego czy to ma być mistrzostwo realne (osobiste spotkanie), czy intelektualny przekaz itd. Także czego ludzie szukają i potrzebują, a co widać w internecie, a zwłaszcza w prasie to są dwie różne rzeczy.

    A Dukaja lubię jako pisarza SF, co to ma z byciem mistrzem wspólnego? (oprócz mistrza pióra, niezaprzeczalnie) Intelektualne gadanie chyba nie jest aktualnie aż tak szanowane, ale poziom dyskursu niezaprzeczalnie jest oderwany od życia. Wolę chłopaka na facebooku, co organizuje szybkie akcje pomocowe starowinkom, co na mrozie sprzedają skarpety, albo innym potrzebującym. I naprawdę często, tak że widać, że to nie dodatek do życia. To jest super. ;) 

    /To się rozpisałam ;)/
  • Jedynie prawda jest ciekawa #11748 : Ech.. napisałem długą sub-notkę i mi się skasowało. A chciałem powiedzieć, że się nie zgadzam, bo  (streszczając)
    a) w zalewie informacji i tej pianie trudno wyłuskać wartościowe, nowatorskie poglądy -stąd może takie wrazenie
    b) to chyba w ogóle niemożliwe,albo ekstremalnie trudne widzieć teraz, żyjąc "w swoich czasach", co jest nowatorskie i wazne. Dopiero czas weryfikuje. 
    Wiekszość tych, co dziś są "wielcy" za życia było niezrozumianych, bo wykraczali poza epokę. 

    Co do wyboru się zgadzam, choć (i tu będę kontrowersyjny może dla niektórych) np. to, co 5 lat temu zaczął mówić Jacek Bartosiak (którego podziwiam, czytam i uważam, zę to bardzo mądry gość) albo chwilę wcześniej jego guru Friedman- to 25-30 lat temu pisał w Najwyższym CZasie! Janusz Korwin - Mikke. No,ale jak się widzi 30 lat do przodu to się jest "oszołomem", jak się mówi coś, co zaraz się pojawia, to się jest prorokiem. (BTW: Korwin od dobrych 5-10 lat już stracił ostrość, warto czytać to, co pisał w latach 90')
  • Wojciech Jóźwiak #11756 : Co do autorów, których wymieniłem, że chętnie bym z nimi pogadał (powymieniał się myślami) to usprawiedliwię się, że wymieniłem tych, o których coś wiem i których czytałem. Zapewne ciekawsi są ci, których nie znam, nic o nich nie wiem i których codziennie jałowo mijam w internecie.
  • Chaos #11757 : Z Twardochem sama bym chętnie pogadała. Ba, nawet raz byłam gotowa z miejsca wyjść za niego za mąż - po przeczytaniu "Morfiny" - niestety nie jest stanu wolnego :-) Ale myślę, że to by była rozmowa z po prostu fascynującym rozmówcą, kimś podziwianym, ale czy z Mistrzem?
  • Wojciech Jóźwiak #11758 : Kilka lat mi się zeszło (nie znoszę słowa "poświęciłem") na próby organizowania rozmów istotnych (jak mawiał był Witkacy) i spotkań na takie rozmowy. Preferowałem nie kawiarnie, ale warsztaty w terenie. Ostatnie takie prowadziłem w 2014 r. Później ta idea się jakoś rozproszyła.
  • Soyotik #11759 : A ja się zachwycam dwoma książkami: Haruki Murakami, "O czym myślę, kiedy mówię o bieganiu" oraz "Zawód powieściopisarz". W końcu ktoś nie pisze ciągle o poglądach czy teoriach, tylko o doświadczaniu świata i subiektywnym spojrzeniu. Bardzo lubię. Nie wiem czy mistrz, ale napewno bez pozłotka :)
  • Wrona #11760 : nie chciałabym aby przylgnęła do mnie etykieta nawiedzonej ale to co się dzieje to jakieś piekło na ziemii ten internet, te tik toki fejsbuki, instagramy blogerzy, youtubowcy to jakieś szaleństwo, opętanie....
  • Wrona #11761 : widać samotność w sieci a na świecie coraz więcej depresji i samobójstw..
  • Dziwna #11763 :
    Dukaja to znam tylko z fragmentów i chyba nie moja bajka.
    Nie przepadam za Murakami. 
    Tzn. przeczytałam jego kilka książek, w tym tę o bieganiu też, no i czytać się to da ale nie "uwodzi" mnie on po prostu - to nie jest człowiek, którego bym chciała spotkać podczas długiej jazdy pociągiem, że tak powiem.
    Natomiast Twardoch, owszem, tak, jest uwodzicielski ale z kolei jego charakterystyczny styl w dużych dawkach jest męczący. "Morfina" była genialna ale w innych książkach nieco się obsuwa w kicz i grafomanię, przykro mi to pisać. "Obsuwa się" to nie znaczy, że jest grafomanem, jest po prostu świetny ale balansuje na granicy.
    Jednak z tym wszystkim... "przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością". Pisarz (od literatury pięknej) rzadko jest tak mądry i ciekawy, jak jego dzieło.
    Można lubić czyjeś prace, a autor prywatnie może okazać się nadętym bucem (zdarzyło mi się).
    Nie oczekiwałabym też od literatów recepty na rzeczywistość (tak jak nie oczekiwałabym jej od aktorów, namiętnie indagowanych w gazetach jako alfy i omegi od wszystkiego).
    I jeszcze weźmy pod uwagę, że każdy człowiek czytając dzieło literackie nakłada na nie swój osobisty filtr doświadczeń, przez co za każdym razem powstaje jakby nieco inna książka (była teoria literatury mówiąca o tym).
    Chętnie bym spotkała Williama Faulknera, jak już. Taka staromodna jestem :) Tylko on już nie żyje od 60 lat.
  • Wojciech Jóźwiak #11764 : Beato, internet kochamy! Co byśmy bez niego poczęli? Nas -- w sensie dyskutantów w AstroAkademii -- po prostu by nie było. Ja bym miał 0 (zero) znajomych, w realu też, bo wszystkich realnych poznałem przez internet.
  • KatarzynaW #11765 : Bardzo sobie cenię tradycyjna instytucję mistrzów:takich osób, które nie tylko są doskonałe w tym co robią, ale też mają szeroką wiedzę z innych dziedzin oraz osiągnęli pewne mistrzostwo i wiedzę w sztuce życia. W Indiach taki prawdziwy Guru to naprawdę ktoś. Ale też za tą pozycją idzie też duża odpowiedzialność.
    Jestem zrażona  mistrzami,którym pozycja uderzyło do głowy (krocza?). Źle znoszę hierarchie, bo a. W naszym świecie są zbyt często naznaczone przemocą b. Dużo bardziej niż podleganie komuś/ wielbienie kogoś cenię sobie wolność . Dlatego na chwilę obecną bardziej niż mistrzów potrzebuje specjalistów od danych dziedzin, z których chce w jakiś sposób skorzystać ( nauczyć się czegoś, coś przeczytać, mieć coś naprawione... ).
    A jeśli chodzi o literaturę to największym obecnie żyjącym w Polsce jest Myśliwski. I nikogo więcej czytać nie trzeba.
  • Lunaria #11766 : Może wstyd się przyznać, ale ja w ogóle nie czytam literatury współczesnej. Myśliwski wydaje się ciekawym.
  • Dziwna #11767 : E tam... o żadnym pisarzu tak się nie da powiedzieć, ze "nikogo więcej nie trzeba". To jakby całe życie jeść tylko jedną zupę. 
    Myśliwskiego fajnie mi się czytało, ale w ogóle do jego książek nie wracam pamięcią ani nie rozmyślam o nim. Ten styl "chłopskiego filozofa" jakoś nie rezonuje ze mną.
  • Chaos #11768 : Cenimy wolność, dlatego arbitralnie określimy, kto jest najważniejszy, zapominając poprzedzić "dla mnie", tym samym ograniczając wolność innych co do wyboru tego, co ważne dla nich... A najpewniej jest tak, że wszyscy, których wymieniono, są cenni - każdy na swój sposób?
  • Wrona #11770 : mnie drażnią dialogi, nie przepadam.
  • Wrona #11771 : moja siostra swojego czasu wyczytała w internecie jakim wspaniałym pisarzem jest Myśliwski, napaliła się przesadnie zamawiając przez internet jego twórczość no i zong....
  • Soyotik #11780 : No ja czytałam dawnymi czasy wszystko, absolutnie wszystko bez względu na jakość. Ale w zasadzie nie było tam wiele tego, co współczesne. Także z dzisiejszych podobał mi sie np Stasiuk. Pilcha nie mogę. Dukaj i ogólnie fantastyka i SF super... ooo polecę może "Zbieracz Burz" Maji Lidii Kossakowskiej, można się uśmiać :)
Wojciech Jóźwiak   2023-01-06 11:46:15   30.15806  
Andrzej Dragan. Czytamy, chociaż nie znamy jego Godziny
  • Chaos #11999 : A próbowaliśmy zdobyć, ktoś pytał, lub można się odważyć? :-) Wielkie u mnie zdziwienie, bo A. Dragan też fotografuje, i to ponadprzeciętnie z tego co właśnie obejrzałam! Podobają mi się jego prace.
  • Wojciech Jóźwiak #12002 : Dzień tylko znamy: ur. 16 maja 1978 w Koninie (mówią Google/Wikipedia).
    Czyli Słońce około
    Byk 25°, Księżyc na pocz. Panny: w południe Panna 8°. (Panna bardzo pasuje do fizyków.) Ale które planety na osiach, oczywiście nie wiemy. Na oko sprawia wrażenie jowiszowca i enneagramowej Siódemki-Epikurejczyka. Zapewne ma też silną Wenus.
  • Soyotik #12129 : Czytałam w związku pytaniami o drogę mleczną i jej centrum, trafiłam na artykuł z Taraki, czytam fragment i od razu przypomniało mi się, co próbowałam kilka razy napisać, aż zrezygnowałam. Zapewne ten pan jest świetnym naukowcem, fotografem, marketingowcem itd. Ale i z tekstu i fotografii przezierało coś i tutaj tekst Wojtka z Taraki idealnie w sedno:
    "W dziedzinie myśli Aryman podsuwa ludziom materializm: wiarę w to, że prócz atomów i pól siłowych nie ma w świecie nic, a świadomość jest tylko bezsilnym dodatkiem do instynktów i genów."
  • Chaos #16955 : Andrzejowi Draganowi prezydent nadał tytuł profesora, teraz od czerwca, czym A.D. pochwalił się w swoich mediach społecznościowych. (Nie mogę zebrać się na odwagę z napisaniem pytania o godzinę, że mi się oberwie!)
  • Wojciech Jóźwiak #16956 : Przydałaby się nam godzina Dragana, oj przydała. :)
    Nazwisko ma pełne mocy, prawda?
    Nieustannie trzymam kciuki, żeby z jego odkrycia, że "obserwator nadświetlny widzi świat kwantowo" wynikło coś praktycznego.
  • Dziwna #16959 : Ja się zapytałam i dostałam odpowiedź, że p. Andrzej nie wie. Próbowałam uściślić, czy chociaż pora dnia jest znana, ale już nie otrzymałam odpowiedzi. Jeszcze żyje mama p. Andrzeja (była dziennikarka), to by pewnie pamiętała, ale nie ma z nią kontaktu w internetach.
  • Wojciech Jóźwiak #16960 : No i tak. Jeszcze jeden Wielki Polak do astro-kosza.
Wojciech Jóźwiak   2023-05-14 09:18:31   30.16555  
Światosław Florian Nowicki: Cykl Neptun Pluton. Koniec hegemonii USA?
Ś.F. Nowicki napisał w swoim Facebooku tekst, który silnie wchodzi w obszar moich i naszych zainteresowań. O cyklu Neptun Pluton i jak ten cykl wyznacza wielkie epoki w historii. Widzi ten cykl trochę inaczej niż ja, ale dlatego tym bardziej warto przeczytać i wziąć pod uwagę. Tu początek:

Światosław Florian Nowicki
Utrata przez Stany Zjednoczone światowej hegemonii okiem astrologa
Ogólną periodyzację historii powszechnej w naszym kręgu cywilizacyjnym opieram na ok. pięćsetletnim cyklu wzajemnym Neptuna i Plutona – obejmującym dwa obiegi Plutona wokół Słońca, którym odpowiadają trzy obiegi Neptuna. Kluczową fazą tego cyklu jest okres, kiedy Pluton (o bardzo ekscentrycznej orbicie) znajduje się w pobliżu swego peryhelium i jest przez jakiś czas bliżej od Słońca niż Neptun, z którym tworzy wówczas na zmianę raz aspekt ok. 60°, a raz aspekt ok. 120°. Dokładniej biorąc, znaczenie transformujące mają w tych fazach aspekty 2/13 (55°23’04.62”) i jego dopełnienie do 180°, czyli aspekt 9/26 (124°36’55.39”).


Polecam też ciąg dalszy, czyli (długą) odpowiedź na krytykę od Agnieszki Jackl:

Pani Agnieszko!
W odniesieniu do twierdzenia, że cykl Neptuna i Plutona nie działa w konfiguracjach historycznych, mogę jedynie stwierdzić na podstawie własnych badań, że działa, co nie oznacza bynajmniej, że inne cykle nie działają. Okoliczność, że Tarnasowi nie chciało się zbadać dokładniej tego cyklu, nie może być tu argumentem. Poza tym nie badał on działania małych aspektów, a według moich badań są one kluczowe.
Cały tekst tu...
  • Wojciech Jóźwiak #16487 : Ciekawa jest też dyskusja. Zwłaszcza włączanie się idiotów. Jestem wdzięczny Porządkowi Świata, że u nas w AA nie ma idiotów i nie trzeba się przed nimi tłumaczyć.
  • Dziwna #16488 : Nad upadkiem hegemonii USA ubolewam, bo jak większość Polaków, kocham ten kraj (platonicznie), niemniej warto zauważyć, że p. Nowicki jest też przeciwny angażowaniu się Polski w pomoc Ukrainie oraz "antagonizowaniu Rosji" ("to nie nasza wojna") co stawia jego wywody w nieco innym świetle.
  • Fabrycy #16490 : Cykl Neptun/Pluton to rzecz zaniedbana, więc wszelkie próby badania tegoż zasługują na uwagę. Popieram i podzielam nastawienie umysłu w kierunku analizy korelacji w okresie sekstyl/trygon. Choć w horyzoncie koniunkcji - która jest punktem wyjściowym (astro-aksjomat), mimo wszystko...
  • Wojciech Jóźwiak #16491 : Tak, Dziwno, wiem o tym, że ŚF Nowicki jest rusofil ("lewicowy konserwatysta") i dzięki za zauważenie. Nowoczesna mocarstwowa potęga Rosji wywodzi się z tych samych dekad, co ukonstytuowanie się USA (które wcale na początku nie były mocarstwem i długo na ten stan rzeczy pracowały) -- czyli z końca 18 wieku. Więc równie dobrze lub lepiej argumenty ŚFN mogą uzasadniać lub zwiastować kolaps Rossiji.
Wojciech Jóźwiak   2023-09-08 20:26:02   30.17025  
Krzysztof Wirpsza Aurigena
Polecam tekst/wpis/artykuł na FB mojego dawnego przyjaciela (dawnego, bo od wielu lat mało się kontaktujemy, poszliśmy różnymi drogami) i jednego z głównych (współ)autorów Taraki, Krzysztofa Wirpszy:
Też polecam jego nową stronę: aurigene.net
"Aurigene" w anglicyzowanej łacinie (w polonizowanej lub właściwej byłoby "aurigena") znaczy: "zrodzony-ze złota".
  • Dziwna #18493 : Bardzo fajny tekst. W pewnym stopniu mam wrażenie że "przelewa" się we mnie coś podobnego, jakieś wielkie morze skojarzeń, wspomnień, marzeń, pomysłów, nastrojów, wszystkiego. Oczywiście nie aż w takim natężeniu, jak u Autora (i nie umiałabym tego tak dobrze opisać) ale tak, też czuję się trochę takim Oceanem, który musi się mobilizować do obsługi codzienności. 
    Kiedyś mi ktoś bliski powiedział, że ma w sobie wielką czarną pustkę i bardzo dużo pracuje, żeby go ta pustka nie wciągnęła, żeby o niej zapomnieć. A ja mam odwrotnie, jestem wszystkim tylko nie "pustką" i ponieważ ciągle mi "chlupocze w głowie" to nie bardzo mogę się za coś konstruktywnego zabrać :)
    Na szczęście takich ludzi nie ma dużo, bo byśmy do tej pory po jaskiniach siedzieli... Z drugiej strony, może i należało w tych jaskiniach zostać ;)? (dla Ziemi na pewno byłoby lepiej).
    Teoretycznie powinnam mieć jakoś bardziej Neptuna zaznaczonego w horoskopie (w sensie - na osi), no ale... nie mam.
  • Wojciech Jóźwiak #18494 : Nie masz go, Dziwno, w trygonie do Księżyca? (Neptuna?)
    Krzysztof W. ma z Neptuna (a) Słonce w Rybach, i (b) 4-nowil Mars-Neptun, czyli (kopiuję z opisu webinarium): "ekscentryczni, nawiedzeni, "szaleni" twórcy. Omawiani: Ludwik II Bawarski, Scott Fitzgerald, P. B. Sheley, Niccolo Paganini, Erik Satie, Paul Klee, William Blake. "
  • Wrona #18513 : coraz więcej ludzi cierpi na autyzm nie kwalifikujący się do leczenia....może to nie jest już autyzm tylko nowa jednostka chorobowa..xxI wieku ...
  • Wojciech Jóźwiak #18517 : Autyzm, Mięto, jest modny. Dlatego "każdy" by chciał go mieć. Ludzie znajdują cechy autyzmu u siebie, co nie jest trudne. Wiele zachowań, dotąd uważanych za "normalne", można przemianować na autyzm.
  • Wrona #18520 : dlaczego nagle zaczęliśmy zazdrościć prawdziwym autystykom ich naturę doszukując się w sobie symptomów .. Kiedyś mówiło się to jakieś kuriozum, dziwadło, ekscentryk, męczydusza a teraz Autystyk ....jak to lotnie brzmi...
Wojciech Jóźwiak   2024-07-05 10:24:00   30.18714  
Zbigniew Szczęsny: Czym właściwie jest prawica?
Polecam tekst w FB:
Zbigniew Szczęsny: Czym właściwie jest prawica?
Dyskusja chętnie.
(Z astrologią tekst nie ma nic wspólnego – raczej. Autora obserwuję/czytam od kilku lat i uważam za jednego z najciekawszych w PL internecie, chociaż w większości z nim się nie zgadzam. Tzn. zgoda na poziomie powiedzmy 15%. Z.S. jest prawicowcem i ateistą. Z zawodu chemik, IT i biznesmen. Światowiec, w sensie że należy do międzynarodowych środowisk. Zna ang. i niem. i orientuje się w tym, co w tych językach jest pisane/mówione. Baran – bo urodziny ma w kwietniu. Na wyczucie enneagramowa 8-Szef. Być może 1 raz go widziałem na żywo, ale pewności nie mam. Kilka lat temu doradził mi użyć F3 do budowy stron i za to ma moją wdzięczność.)
  • Wrona #29121 : w dyskusję się nie w daję bo to niestety nie mój poziom :( ale mam wrażenie że Lewicę reprezentuje Uran...
  • Fabrycy #29143 : Ciekawa postać (Z.Szczęsny). A poza tym - chemik. Samo to świadczy na jego korzyść :)
  • Wojciech Jóźwiak #29145 : Tak. Doświadczenie nauczyło mnie, że fizycy lubią odlatywać w abstrakcję i fantazje, za to chemicy bardziej trzymają się ziemi i mają smykałkę praktyczną w tym do interesów.
  • KrzyżPołudnia #29158 : Z fizykami i chemikami potwierdzam :) 
  • Wrona #29162 : przytoczę pewną historię.. znam chemika , całe życie swój biznes do tego Mars w Mc.. po "godzinach" parał się chemią nie zbyt legalną ale dochodową, sam ją degustował od tego z czarniały mu  zęby, wyrwał je wszystkie i kłapie protezami.. dziś udaje świętoszka...
Wojciech Jóźwiak   2024-07-10 21:42:58   30.18745  
Warto odsłuchać i odobejrzeć: Napierała: Są państwa dobre i państwa złe
Wojciech Jóźwiak   2024-07-11 09:44:38   30.18748  
Warto odsłuchać i odobejrzeć: Napierała: Dlaczego BOIMY SIĘ zachodu?
  • Wrona #29548 : odniosę się do wypowiedzi Napierały o mentalności Kalego, że niby zachód u nas inwestuje to im się opłaca mówi to z szyderstwem, że niby to nieprawda....śmiem twierdzić że Napierała bredzi....jest u nas strefa ekonomiczna i jest wiele zakładów ze Szwecji, Niemiec itd ..ja znam zarobki tych ludzi na każdym szczeblu i zapewniam Was że pracując miedzy innymi jako sprzątaczka w Niemczech zarabiałam więcej... idę dalej słuchać...
  • Wrona #29557 : Pracując w Holandii przy produkcji bentonitu, nie mylić z betonem wykonując operacje przede wszystkim na wózku widłowym zarabiałam 2300 euro na rękę a był to rok 2009....
Wojciech Jóźwiak   2024-07-11 22:38:07   30.18752  
Warto odsłuchać i odobejrzeć: Miniszewski: Podajniki śmieciowej dopaminy
Mirosław Miniszewski: 1972, znam go od 2001 r., znam jego uro. kosmogram, dr filozofii (doktorat o holokauście), kiedyś uczestnik moich warsztatów, mieszka przy granicy białoruskiej, uczestnik akcji pomocowej dla "przechodźców". Autor wizyjnych "Opowieści ze wsi obok", wydanych książkowo. Tu mówi o rzeczach zbieżnych z naszą astrofuturologią. Bardzo polecam!
  • Kita #29607 : Uczestnicy akcji pomocowej dla "przechodźców" są pewnie zadowoleni, że obecnie ściga się funkcjonariuszy Straży Granicznej za "zmuszanie imigrantów groźbą bezprawną do pozostania na terytorium Republiki Białorusi"  javascript:nicTemp();
  • Wojciech Jóźwiak #29611 : Kito, nie wiem, czy ktoś jest zadowolony czy nie jest. Ważne jest, że od 3 lat na  granicy z Białorusią dzieją się zbrodnie popełniane najpierw z polecenia rządu PiS, a teraz koalicji.
  • Wojciech Jóźwiak #29612 : Polecam kanał Piotra Czabana, np.:
  • Wojciech Jóźwiak #29613 :
    Marcin Strzyżewski w odcinku swojego YT-bloga pt. "Ciągły strumień sukcesu - tym Rosjan karmią media" (patrz niżej), przedstawia jak to się dzieje, że Rosjanie świadomie ograniczają własną percepcję wojny. Podobnie jest z Polakami, którzy nie chcą wiedzieć/widzieć tego, co dzieje się przy płocie białoruskim. Informacja o tym jest. Ale znaczna część nas woli tym się nie interesować lub poprzestać na preparatach wiadomości  w oficjalnych mediach.

  • Wojciech Jóźwiak #29614 : Nowy odcinek z kanału +Czaban robi raban+ dzisiaj wieczorem:
    Niech idą na przejścia! / Kamil Syller i Małgorzata Rycharska / Na żywo 12 lipca o g. 20:00
    Zaplanowany na 12 lip 2024:
    "Niech idą na przejścia!" - mówią ci, którzy nie rozumieją, dlaczego na pograniczu polsko-białoruskim ludzie koczują w lasach i nielegalnie przekraczają granicę. Przy okazji nie wspominają, na które przejścia mają iść migranci i uchodźcy. Zazwyczaj nie wiedzą, że jedynym działającym jest to w Terespolu. Ale czy rzeczywiście cudzoziemcy z pogranicza mogą bezpiecznie przejść w tym miejscu do Polski? O tym porozmawiam w programie "Czaban robi raban na żywo" z Małgorzatą Rycharską i Kamilem Syllerem. Zaczynamy o godz. 20:00.
  • Wojciech Jóźwiak #29659 : Ciekaw jestem, czy ktoś z nas (prócz mnie) ogląda transmisję Czabana.
  • Wrona #29662 : oglądałam ale przestałam ja ich rozumiem (imigrantów) bo jak bym urodziła się w złym miejscu na ziemii i miała tam dzieci to też bym chciała aby chociaż one poszukały szczęścia w lepszym świecie ...swojego czasu pisałam tu o wielkiej akcji w moim mieście przechwycenia imigrantów 400 metrów od granicy do lepszego świata ...
    Teraz słucham Mirosława Miniszewskiego i jestem pod wrażeniem...
  • Wojciech Jóźwiak #29664 : Super, Mięto!
  • Wrona #29667 :   :)
  • Wrona #29687 : Przypomniała mi się pewna historia..To było ze 20 lat temu, stałam pod biblioteką czekając na jej otwarcie, jest to miejsce w sąsiedztwie mojego dzieciństwa i tam pod słyszałam rozmowę człowieka, którego znam, nauczyciela....Tematem była kobieta, która prowadziła wózek z małym dzieckiem, obok szło starsze. Nauczyciel podsumował "inteligentnie": "debile rodzą debili"...Znałam tę kobietę i odbiegała ona znacznie w dół od normy intelektualnej , ale uważam, że mimo to miała prawo spełnić się w instynkcie macierzyńskim...
Wojciech Jóźwiak   2024-07-12 21:23:13   30.18757  
Miniszewski 3
O powstaniu faszyzmu. To miejsce znam, kilka razy prowadziłem tam warsztaty.
Mirosław z tamtego miejsca widzi granicę białoruską koło Usnarza Grn. gdzie 3 lata temu zaczęło się przenikanie przez granicę.
  • Wojciech Jóźwiak #29665 : Z lasu za nim w tle wychodzą żubry, do ok. 60 sztuk naraz. Raczej zimą.
Wojciech Jóźwiak   2024-07-14 09:56:33   30.18764  
Przetłumaczone: Realne szanse na upadek Rosji
Vlad Vexler, Rosjanin, który wyemigrował jeszcze przed rokiem 1991, najpierw do Izraela, nast. do Stanów, prowadzi kanał na You Tube jako komentator od spraw rosyjskich. Odcinek z lutego b.r. pt. "Realne szanse na upadek Rosji" (lub raczej: rozpad Rosji) przetłumaczyłem (via automaty TurboScribe i GoogleTranslate) i zamieściłem.
Dodam, że tekst nie jest jednoznaczny. Autor jako mieszkaniec Zachodu chce upadku i rozpadu Rosji, ale jako Rosjanin (i patriota, tak!) boi się tego i nawet boi się przemyśleć tę rzecz do końca. Warto czytać obserwując oryginalny futaż (footage czyli filmik). Oczywiście, jeśli wystarczająco znasz angielski, to możesz przekładu nie czytać. :)
Wojciech Jóźwiak   2024-07-15 12:15:38   30.18776  
Miniszewski 4 o szkołach i ich beznadziei
Proponuję zacząć bez rozbiegówek, od 5:00

Ciekaw jestem Twojej opinii, także o mnie w roli nauczyciela. (Astrologii.)

  • KrzyżPołudnia #29825 : Ciężko się z nim nie zgodzić, to nie jest nauczanie ani wychowywanie tylko tresura. Aż dziw, że ten model się tak długo trzyma. Z drugiej strony dla części dzieci i młodzieży szkoła jest jedynym miejscem, w którym mogą spotkać w miarę normalnych dorosłych (np. trzeźwych) i takowych rówieśników. A w krajach tzw. trzeciego świata dla dzieci to jest wręcz wybór albo szkoła - i nauka bardzo podstawowych rzeczy, które są startem do lepszego życia - albo praca :/ 
  • Wrona #29826 : jestem wstrząśnięta tym jak bardzo bliskie są dla mnie słowa Miniszewskiego...dodam jeszcze że szkoła jest też wylęgarnią rasizmu społecznego. okrucieństwa między innymi do biedoty...i faworyzowania dzieci z tak zwanych "dobrych domów" cdn.
  • Wrona #29843 : Ja Wojtku doceniam w Tobie to że pozwalasz mi być tutaj sobą, że mogę realizować tu swój potencjał urodzeniowy, nieidealny ale mój własny .... że mogę czasami "odpływać" bez konsekwencji...że jesteś cierpliwy i wyrozumiały...że mogę tu dziś według tranzytu być jowiszowcem a jutro Mars zdominuje mój dzień... że znajduje tu wiele drogowskazów :)
Notki forum (15) na tej stronie: [X]
Komentowanie wymaga zalogowania i/lub ważnego abonamentu.
Pisz komentarz  tytuł:
(-?-)
Twój adres email: Twój podpis:
Na podany adres przyślemy kod potwierdzający.
  • <<
  • <
  • ...
  • 1
  • 2
  •  
  • >
  • >>